5 najlepszych książek Terrego Pratchetta

Okładka Straż! Straż! Terrego Practhetta

Moim skromnym zdaniem można nie wiedzieć kim był Jerzy Grotowski, reżyser i teoretyk teatru, ale nie przeczytać chociażby jednej książki Pratchetta to naprawdę skandal. Wiem, że zestawienie tych dwóch osób w jednym zdaniu to jawna profanacja i bluźnierstwo, ale przyszło mi do głowy, że skoro ostatnio mówi się w mediach (głównie internetowych) o tym kogo trzeba znać, by nie najeść się wstydu i zostać wyśmianym przez różne internetowe wyrocznie, pomyślałem o zmarłym wczoraj Terrym Pratchecie. To facet, który tworzył książki tak lekkie, zabawne i pouczające, że można je śmiało polecić także tym, którzy nigdy za książkami fantasy nie przepadali. Wiem co mówię, bo literaturę fantasy znam pobieżnie, głównie z Tolkiena, Sapkowskiego czy Le Guin, ale książki o świecie dysku po prostu uwielbiam. Jeśli tak jak ja, nie należycie do fanów hard fantasy i tak powinniście spróbować Pratchetta. Od czego więc zacząć?

Zobacz też: Porzućcie nadzieje. Nie będzie tanich ebooków w Unii Europejskiej

Kolor magii – to pierwsza książka osadzona w Świecie Dysku, z którego Terry Pratchett słynął. Osią całej akcji jest znajomość nieudolnego maga Rincewinda oraz pierwszego w Świecie Dysku i historii miasta Ankh Morpork turysty – naiwnego, jowialnego Dwukwiata. Obaj przeżyją masę naprawdę spektakularnych przygód, a wszystko to ubarwianie jest zabawnymi dialogami, jakie prowadzą ze sobą cynik i naiwny jak dziecko turysta w kwiecistej koszuli. Acha, ważną role odgrywa tu też kufer na nogach i demon rysujący obrazki na szkle. Na zachętę, cytat:

Łatwo było mówić o czystej logice i o tym, jak cały Wszechświat podlega zasadom tej logiki oraz harmonii liczb. Fakty jednak były takie, że dysk – co każdy widział – płynął w przestrzeni na grzbiecie wielkiego żółwia, a bogowie mieli w zwyczaju odwiedzać domy ateistów i wybijać im szyby.

Straż! Straż! - jak dla mnie to najbardziej charakterystyczny przykład niesamowitego poczucia humoru Prachetta i doskonała parodia z książek fantasy. Jest tutaj wszystko – krasnolud (a w zasadzie człowiek, któremu się wydaje, że jest krasnoludem), smok i tajne stowarzyszenia parające się czarną magią. Dodajmy do tego cynicznego kapitana Vimes’a jakby żywcem wziętego z filmów noir, który chwiejnym krokiem patroluje deszczowe ulice Ankh Morpork, a otrzymamy dosyć egzotyczną, ale niesamowicie sprawną opowieść o przyjaźni i … polityce.

Moim zdaniem życie sprawia panu tyle problemów, ponieważ wierzy pan, że są dobrzy ludzie i źli ludzie. Myli się pan, oczywiście. Istnieją tylko i wyłącznie źli ludzie, ale niektórzy stoją po przeciwnych stronach.

Zbrojni - to w zasadzie kontynuacja przygód bohaterów ze Straż! Straż!, książka oferuje więc podobną stylistykę. Do znanych już bohaterów dołączają nowe, niecodzienne postaci – troll, kundel i wilkołak, a w tle rozgrywa się ciekawa zagadka kryminalna i spisek mający na celu obalić władzę w Ankh Morpork. To taki lekki, zabawny wstęp do Gry o Tron…

Jeśli człowiek ma dość pieniędzy, trudno mu w ogóle popełnić jakieś przestępstwo. Zdarzają mu się tylko zabawne, drobne niezręczności.

Mort – w tej książkę mamy okazję poznać bliżej jedną z najciekawszych postaci Świata Dysku – Śmierć. Pojawia się ona chyba w większości, jeśli nie we wszystkich, dziełach związanych z Ankho Morpork. Tytułowy bohater to niezbyt zaradny młodzieniec, który trafia do Śmierci na praktyki. Pod czujnym okiem swojego mistrza musi nauczyć się nowego fachu, co dla tak prostolinijnego młodzieńca jest naprawdę trudne. Wystarczy wspomnieć, że podczas jednego ze swoich „zadań” daruje życie bardzo ładnej księżniczce czym zaburza rzeczywistość panującą w Świecie Dysku. Później robi się jeszcze ciekawiej!

To właśnie cali śmiertelnicy – mają tylko parę chwil na tym świecie, a poświęcają je na komplikowanie najprostszych spraw.

Piramidy – nie od dziś wiadomo, że piramidy mają magiczną moc. Wstrzymują proces rozkładu owoców i zaginają czasoprzestrzeń, to chyba oczywiste? Jeśli macie jakieś wątpliwości, to powinniście zapoznać się z przygodami Teppica, przyszłego władcy pustynnego kraju Djelibeybi. Znów mamy tutaj do czynienia ze spiskiem politycznym, możemy się też przekonać, że antyczne Ankh Morpork wcale nie jest tak zacofane jak inne miasta i państwa na Świecie Dysku… Wszystko to oczywiście w oparach religii, magii, absurdu i … fizyki kwantowej.

Może to w pewnym stopniu wyjaśnić chroniczny zły humor Sfinksa, chociaż stworzenie z ciałem lwa, łonem kobiety i skrzydłami orła z pewnością cierpi na kryzys tożsamości i niewiele trzeba, żeby je rozzłościć.

Oczywiście, to tylko ułamek tego co wyszło spod ręki Terrego Practhetta. Na koniec warto też zwrócić uwagę na to, że polskie przekłady jego dzieł są naprawdę, nomen omen, fantastyczne! Nie są to łatwe teksty do przetłumaczenia na nasz język, ale tłumacz Piotr W. Cholewa odwalił kawał naprawdę imponującej roboty. Oryginalne i polskie wydania ozdobione są też niesamowitymi okładkami, których autorem był Josh Kirby.

Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z twórczością Terrego Practhetta, to śmiem zaryzykować teorię, że po przeczytaniu jednej z jego książek będziecie mieli ochotę na więcej. Na szczęście Mistrz był dosyć płodnym autorem, więc zabawy nie powinno wam zabraknąć przez długi czas. Powodzenia!

Źródła cytatów: Wikicytaty, źródło grafiki

Paweł Kański

Jestem internetowym zwierzem i jednocześnie łowcą LOL contentu, niepoprawnym fanbojem Twin Peaks i pankiem-weganinem. Uwielbiam nieszablonowe, dziwne kino i literaturę faktu. Dla "internetsów" piszę od kilku lat, głównie poruszając się w tematach technologiczno-sieciowych, ale zawsze ciągnęło mnie także w inne, mniej zbadane rejony. Na Culture Geeks mam nadzieję je spenetrować.

Zobacz również: