5 zapadających w pamięć filmów, w których pojawiły się klauny

filmu z klaunami

Klauny, błazny, arlekin – ta zmora niektórych osób ma wiele imion. Kolorowy, jaskrawy ubiór, pomalowana twarz lub założona maska, dziwna fryzura i jedno zadanie – rozśmieszać. Jednak groteskowość tych postaci łatwo przekuć w rzecz zupełnie odmienną, czyli strach. Potencjał ten odkryli filmowcy, szczególnie ci zajmujący się gatunkiem horroru, tworząc kilka ikonicznych postaci i scen filmowych.

Sam nienawidzę klaunów, więc ich obecność w filmach, które oglądałem, szczególnie odbijała się na mojej psychice. Dlatego w ramach terapii wstrząsowej przedstawiam pięć filmów, które zapadły mi w pamięć z powodu klaunów. Zaczynajmy!

5. To (It)

Może dość zaskakująco, że ten ikoniczny pod względem występowania „klauna” horror umieszczam dopiero na 5. miejscu, ale jest ku temu kilka powodów. Ok, Tim Curry jako Pennywise jest FE-NO-ME-NAL-NY. Chyba każdy, komu VHS z To przewinął się w dzieciństwie, miał nocami przez jakiś czas jego charakterystyczną twarz przed oczami. Niestety największa szkoda, że samej postaci Pennywise’a nie wytrzymał film. Jego zakończenie (i wyjaśnienie genezy klauna) jest dla mnie jednym z największych rozczarowań ever. Szkoda. Ale dzięki To do dziś z rezerwą patrzę na kanały ściekowe.

4. Zabójcze Klowny z Kosmosu (Killer Klowns From Outer Space)

Pierwszy raz widziałem to gdzieś w pierwszej połowie lat 90. na jakimś polskojęzycznym kanale dostępnym w telewizji kablowej lub satelicie (nie pamiętam). I już wtedy zauroczyła mnie absolutna jazda i misz-masz, z którym mamy do czynienia. Dzisiaj, będąc już bardziej świadomym i wyrobionym odbiorcą, z jednej strony widzę tę miernotę produkcyjną, z drugiej hołd dla wielu gatunków (komedia, horror, science-fiction) i filmów (m.in. Inwazja porywaczy ciał). Jednak czy wylądowanie na ziemi cyrku z kosmosu, z którego wychodzą terroryzujące okoliczne miasteczko przerysowane klauny, które uzbrojone w zadziwiające bronie zamieniają ludzi w watę cukrową, może nie zauroczyć? Klasyk kina klasy B.

3. Duch (Poltergeist)

Teraz dość nietypowo. W tym klasycznym filmie grozy, którego producentem i scenarzystą jest Steven Spielberg (a reżyserem Tobe Hooper), praktycznie nie ma klaunów. Ale jest jedna scena, w której główną rolę odegrała zabawka pajaca/klauna. Trauma na lata. Po pierwsze nie rozumiem, kto w świecie filmu mógłby kupić dziecku tak OKROPNĄ zabawkę. Po drugie, po obejrzeniu Ducha przez pewien czas sam krzywo patrzyłem na wszelkiej maści zabawki w swoim dzieciństwie. Ta scena była dla mnie tak sugestywna i dobrze zrobiona, że nawet dzisiaj odczuwam pewien dyskomfort, gdy ją oglądam. A jak to jest sfilmowane (nawet zwykły rzut kurtką, żeby zasłonić zabawkę), mistrzostwo!

2. Dom Klaunów (Clownhouse)

Głównym bohaterem tego typowego dla lat 80-tych horroru był dziesięciolatek, który bał się klaunów. Ha! Bratnia dusza, świetny powód, żeby w tym wieku też obejrzeć ten film (ta potęga VHS-ów!). Nasz bohater ma starszych braci, którzy ciągle docinają mu w sprawie jego fobii. W ramach terapii zabierają go nawet do okolicznego cyrku, co kończy się jeszcze większą traumą. Traf chciał, że chłopcy akurat tego dnia (a w zasadzie nocy) zostali sami w domu, a z okolicznego zakładu psychiatrycznego uciekło trzech niebezpiecznych typów. Tak się złożyło, że zbiry na swojej drodze natrafiły na cyrk, więc wymordowały klaunów i w ich strojach ruszyły na dalsze polowanie, spotykając naszego głównego bohatera i jego braci.

Jest to klasyczny przedstawiciel horrorów klasy B, który może nie jest nadzwyczaj straszny, ale potrafi oczarować świetnym klimatem. Jeśli ktoś odczuwa jakiś dyskomfort związany z klaunami, to pojedynek chłopców z Bippo, Dippo i Cheeso może odebrać jako swoiste antidotum na swoje problemy. Ja tam mimo wszystko polecam!

1. Hiszpański cyrk (Balada triste de trompeta)

No i na koniec mój faworyt i zarazem najmłodszy film w stawce (2010 rok). Na wstępie należy zaznaczyć, że nie jest to horror, tylko makabreska stanowiąca mieszankę jeszcze większej liczby gatunków filmowych. Film utrzymany jest w typowej, komiksowej stylistyce dla Alexa de la Iglesii, którą często porównuje się do twórczości Roberta Rodrigueza. Bohaterem filmu jest smutny klaun, który postanawia rywalizować o uczucie pewnej dziewczyny z innym klaunem, konkurentem ze sceny. Wydaje się, że w tej historii nie ma nic nadzwyczajnego, ale to tylko pozory. Z jednej strony mamy makabryczne postacie klaunów, które chętnie sięgają po broń i robią jedną wielką masakrę.  Z drugiej strony film jest kapitalną metaforą losów Hiszpanii po drugiej wojnie światowej. Naprawdę idea groteskowego przedstawienia pod postacią klaunów dwóch głównych sił ideologicznych rywalizujących o dziewczynę (czyli o Hiszpanię) sprawdza się znakomicie. Zresztą najpiękniejszą i najzabawniejszą sceną filmu (stanowiącą także klucz do powyższego odczytywania seansu) jest moment, w którym dokonywany jest zamach na premiera Luisa Carrera Blanco przez organizację ETA. Nasz bohater-klaun, który jest świadkiem całego wydarzenia, podchodzi do znajdujących się w samochodzie zamachowców i zadaje jedno, jakże celne pytanie – „A wy z którego cyrku jesteście?”. Dla mnie majstersztyk i najlepszy film de la Iglesii!

Poza listą, bo nie dotyczą oni stricte rynku filmowego, dorzucę pewnych… youtuberów. Może mieliście okazję ich zobaczyć, jeśli nie, to polecam. Ich popisowym numerem są pranki wykonywane w przebraniu klaunów. Kompletna makabra, a niektóre pomysły naprawdę zaskakują i przerażają wykonaniem (jak np. pierwsza scena z poniższego filmiku):

Michał Adamski

Niepoprawny pesymista, miłośnik wodnej fauny i gramatyczny nazista. Fanatyk filmów Sergio Leone, spaghetti westernów i ogólnie pojętego kina exploitation. Lubi nowe technologie, tenis, football amerykański oraz uwielbia poświęcać wolny czas na gry komputerowe, a w szczególności te, które już przekroczyły wiek pełnoletności.

Zobacz również:

  • Monika

    Polecam również horror „Clown” z ubiegłego roku, typowy horror swego gatunku, a więc średnio straszny, ale dość interesujący i wystarczająco makabryczny