Amerykańska wersja Death Note w końcu zyskała reżysera

Death Note

Death Note to jeden z ciekawszych seriali mangowych, nic więc dziwnego, że Amerykanie zdecydowali się przerobić tą japońską produkcję na własną modłę. Jednak w przeciwieństwie do pierwowzoru, hollywoodzka wersja nie będzie animowana i nie będzie miała formy serialu. Powstanie więc jednostkowy, pełnometrażowy film „live action”, a jego reżyserem będzie prawdopodobnie Adam Wingard, znany z nudnego i słabego horroru You’re Next. Co niezbyt dobrze wróży…

Zobacz też: Magiczne prace Evena Mehl Amundsena [galeria]

Zacznę jednak od początku, bo pewnie nie wszyscy wiedzą czym wspomniany Death Note jest i dlaczego to ważna pozycja dla fanów anime, mangi i japońskiej kultury. To historia zdolnego ucznia szkoły średniej, Light Yagami, który pewnego dnia znajduje tajemniczy notes. Szybko odkrywa, że za jego pomocą może zabijać ludzi. Wystarczy, że wpisze ich imię i nazwisko oraz przyczynę śmierci do zeszytu, a po 40 sekundach osoba ta zginie. Licealista szybko zaczyna wykorzystywać notatnik do „czyszczenia” swojego miasta z różnej maści szumowin i łotrów. Nie uchodzi to uwadze policji, która stara się rozwiązać zagadkę fali śmierci wśród przestępców. W efekcie nawiązuje się trzymająca w napięciu rywalizacja pomiędzy pewnym swego nastolatkiem, a policją, która stara się zatrzymać samozwańczego egzekutora. Ciekawą postacią serialu jest też właściciel wspomnianego notesu, demon (lub bóg śmierci) Ryūk, który towarzyszy głównemu bohaterowi i z zaciekawieniem ogląda jak człowiek wykorzystuje to narzędzie.

Niestety, nie udało mi się przebrnąć przez cały serial, chociaż na pewno ma on w sobie ogromny potencjał, a wiele osób uważa go wręcz za kultowy. To właśnie najwięksi fani Death Note powinni być więc trochę zaniepokojeni wyborem Adama Wingarda na stanowisko reżysera. Nie jest to co prawda nazwisko anonimowe, ale jego filmy nigdy nie przeskoczyły pewnego poziomu. Raczej pozostają w krainie obrazów dla największych fanów horroru, którzy lubią je oglądać dla samej konwencji, a niekoniecznie dla walorów artystycznych. Mam więc sporo wątpliwości co do tego czy reżyser You’re Next będzie w stanie wydobyć co najlepsze z japońskiego serialu i tę misterną konstrukcję przełożyć na język zrozumiały dla amerykańskiego czy europejskiego widza. Poczekamy – zobaczymy.

Źródło

Paweł Kański

Jestem internetowym zwierzem i jednocześnie łowcą LOL contentu, niepoprawnym fanbojem Twin Peaks i pankiem-weganinem. Uwielbiam nieszablonowe, dziwne kino i literaturę faktu. Dla "internetsów" piszę od kilku lat, głównie poruszając się w tematach technologiczno-sieciowych, ale zawsze ciągnęło mnie także w inne, mniej zbadane rejony. Na Culture Geeks mam nadzieję je spenetrować.

Zobacz również: