Android Lollipop? A cóż to za mityczne zwierzę?

android lollipop

Android Lollipop? Google chyba powinno nazwać ten system Android Turtle. I bynajmniej nie nawiązuje tutaj do for pełnych gniewnych pokrzykiwań użytkowników, którzy zainstalowali najnowszy system od Google i nagle ich telefony tak jakby zwolniły. Mowa jest o upowszechnianiu się Androida 5.0, które postępuje w iście żółwim tempie. Ale to właściwie nie nowina.

Raz na jakiś czas Google raczy nas danymi dotyczącymi upowszechniania się kolejnych wersji systemu mobilnego Android. Ostatnie takie zestawienie można nazwać krokiem milowym dla Android Lollipop. System ten został przedstawiony światu około 3 miesięcy temu i nareszcie pojawił się w tym zestawieniu. Ile urządzeń korzysta z lizakowatego Androida? Oszałamiające 1,6%!

Co ciekawe, również poprzednia wersja Androida, 4.4 KitKat, którą właściwie można już nazwać leciwą patrząc na rozwój technologii, nie ma się zbyt dobrze. Do tej pory trafiła na niecałe 40% urządzeń. Nie jest jednak tak źle. Wszystkie Androidy z numerkiem 4 z przodu odpowiadają już za ponad 90% urządzeń. Sztuka ta udała się po ponad 3 latach od wydania ICS, więc można odtrąbić sukces.

Android dane

Tylko, że nie bardzo. Bo nie jest to tak naprawdę zasługa systemu aktualizacji, a po prostu zwykłego czasu. W ciągu tych lat producenci telefonów i tabletów wydali setki nowych modeli i zaopatrzyli je w kolejne wersje Androida. I tylko dzięki temu kolejne wersje Androida trafiły pod strzechy.

Niestety, ale upowszechnianie się nowych wersji systemu od Google zawsze kończy się tak samo. Nieliczne, najczęściej flagowe modele dostają aktualizację w ciągu pierwszych miesięcy, a reszta użytkowników musi po prostu zmienić sobie telefon lub wgrać wersje nieoficjalne, jak chociażby CyanogenMod. Dla przykładu iOS 8 po czterech miesiącach od premiery został zainstalowany już na 68% urządzeń, a to i tak wolne tempo, wśród przyczyn którego znalazł się niemoralnie duży instalator.

Oczywiście, Android a iOS to dwie różne bajki. System Apple przeznaczony jest tylko dla „rezerwatu”, czyli użytkowników urządzeń od Apple. Android trafia wszędzie i Google nie ma większego wpływu na to, kiedy producenci sprzętu zdecydują się dać aktualizację swoim klientom. A tym najczęściej nie opłaca się robienie tego, bo niemal każdy dodaje od siebie do Androida nakładki, które również trzeba by zmieniać. I to zamknięte koło toczy się już od kilku lat. Wydawać się by mogło, że Google powinno zależeć na jak najszybszej implementacji nowej wersji systemu, na jak największej liczbie urządzeń. Ale prawda jest taka, że właściwie nie jest to aż tak istotne. Póki użytkownicy starszych wersji korzystają z Google Play, póty firma i tak zarabia.

Obecny wyścig, aby co roku pokazać nową wersję systemu, jest motywowany nie wprowadzaniem innowacji (choć po części też), ale przede wszystkim po to, aby „zaświecić” użytkownikom kolejną odsłoną mobilnego OS-a. I kusić, kusić. Cóż, Apple wychodzi to nieco lepiej.

Zdjęcie

Kamil Mizera

Dziennikarz technologiczny, blogger, felietonista. Od 2010 roku zawodowo pisze o technologiach, aplikacjach i Internecie. Co więcej, lubi to robić. O tempora, o mores!

Zobacz również: