Black Sails: w końcu dobry serial o piratach, który nie wywołuje mdłości

black sails

Rum, bezkres oceanu, morskie bitwy, jeszcze więcej rumu no i opaska na oku. Przyznajcie się, kto z was chociaż przez chwilę, dzieckiem będąc, nie marzył o tym, aby zostać piratem i wieść życie rozbójnika. Idylliczne wyobrażenia rzadko jednak spotykają się z rzeczywistością, co dobitnie pokazuje świetnie zrealizowany serial Black Sails.

Black Sails (w Polsce znany jako Piraci), to stworzony przez Roberta Levine’a (Touch) oraz Jonathan E. Steinberg (Jerycho) serial o kurczącym się świecie piratów z początku XIX wieku. Świecie, w którym morscy łupieżcy muszą walczyć o przetrwanie, fizyczne i ekonomiczne. W którym nie ma litości ani lojalności. Jest za to burzliwe, krótkie życie i mało przyjemna śmierć.

Spokojna przystań

Nie będę rozpisywać się zbytnio o wątku fabularnym tego serialu, gdyż od dżumy gorsze są tylko spoilery. Black Sails opowiada historię kapitana Flinta i jego mało wesołej, ale za to skutecznej w boju kompanii. Postać Flinta stanowi jeden z głównym wątków serialu i owiana jest tajemnicą powoli odkrywaną przez twórców serialu. Flint stawia sobie za cel zdobycie statku przewożącego hiszpańskie złoto, w czym pomóc ma mu dziennik pokładowy zawierający opis kursu Urca de Lima. Nie jest to jednak zadanie proste, ot, popłyniemy i zdobędziemy. Oznacza ono zadzierzgnięcie niechcianych sojuszy, pójście na zgniłe kompromisy oraz zdradę i mord. Ale cicho sza!

blacksails

Choć zdobycie złota, jak na dobrych piratów przystało, jest wątkiem przewodnim serialu, to w rzeczywistości nie najważniejszym. Motywy Flinta nie są dokładnie znane, a każdy kto zbliża się do ich poznania umiera. Historia ta przy okazji wpleciona jest w bój o odzyskanie przez Anglię z rąk piratów New Providence oraz tętniące pirackim życiem Nassau, w którym przeplatają się różnie interesy i polityka.

Argh!

Ciekawy i wciągający wątek fabularny to nie jedyne zalety Black Sails. Warto dodać do listy naprawdę dobrze zrealizowaną scenografię i kostiumy, które oddają klimat pirackiego życia. Choć nie mamy tutaj dotycznienia z hiperrealizmem pokroju Gry o Tron, to jednak splamione krwią ubrania takimi pozostają w następnej scenie. Zainwestowano również niemały grosz w efekty specjalne, których nie ma szczególnie dużo, ale gdy już się pojawiają, nie drażnią oka. Dobrze to widać w przypadku morskich bitew, których niestety nie ma aż tak wiele, jak można by się spodziewać. Ścieżka dźwiękowa również wpasowuje się w klimat serialu, szczególnie dobrze została dobrana w przypadku openingu, który swoją drogą ogląda się z naprawdę dużą przyjemnością.

Nierzadko bywa tak, że pierwszy sezon to popis drewna jeżeli chodzi o grę aktorską. W przypadku Black Sails tego nie odczułem. Nie jest to może poziom True Dedective, ale dramatu nie ma. Na ekranie nie zobaczymy może pierwszego garnituru aktorów, ale zarówno Hannah New jak i rewelacyjny w roli Flinta Toby Stephens robią swoje i robią to dobrze.

Żagle na maszt!

Black Sails to jeden z ciekawszych seriali ostatnich lat oraz chyba pierwszy od naprawdę długiego okresu czasu serial traktujący o piratach, a nie będący drenującym mózg gniotem. Choć można go uznać za serial przygodowy, to przeplatają się w nim wątki, które nie dają łatwej klasyfikacji tego obrazu. Szczególnie widać to w drugim sezonie, który niedawno miał swoją premierę. Black Sails może nie jest dziełem wybitnym, ale spokojnie mogę go uznać za serial z wyższej półki, chociażby na miarę Hell on Wheels. W obecnym, męczącym już zalewie kolejnych seriali o superbohaterach, Piraci bez wątpienia odznaczają się i dają odetchnąć od gatek na getrach, oferując dobrą rozrywkę w mocnym wydaniu. Polecam!

Grafika, Grafika

Kamil Mizera

Dziennikarz technologiczny, blogger, felietonista. Od 2010 roku zawodowo pisze o technologiach, aplikacjach i Internecie. Co więcej, lubi to robić. O tempora, o mores!

Zobacz również: