Bon Scott, czyli rock and roll na całego

bon_scott

Znakomity rockowy wokalista, zwierzę na scenie, charyzmatyczny frontman. Jutro mija 35. rocznica śmierci jednego z najważniejszych wokalistów muzyki rockowej, który zapoczątkował marsz AC/DC do osiągnięcia statusu legend muzyki. Oto sylwetka Bona Scotta.

Początek

Ron Belford Scott, bo takie było jego pełne imię, przyszedł na świat 9 lipca 1946 roku w Forfar w Szkocji. Gdy miał 6 lat, jego rodzina postanowiła wyjechać z kraju i przeprowadziła się do Melbourne w Australii, aby po kilku kolejnych latach osiedlić się na zachodnim wybrzeżu kontynentu.

Scott jako 10-letni chłopak zaczął uczyć się gry na perkusji. Równie wcześnie podpadł prawu, gdy jako 15-latek spędził kilka miesięcy w poprawczaku za podawanie fałszywych danych policji, seks w wieku niepełnoletnim, ucieczki z domu i kradzież benzyny. Później chciał także pójść do wojska, ale komisja odrzuciła jego kandydaturę, stwierdzając, że cierpi na zaburzenia socjopatyczne.

Młody chłopak zaczął szukać swojego miejsca w życiu. Postanowił spróbować muzyki. W 1964 roku współtworzy zespół The Spektors, w którym pełni rolę perkusisty oraz okazjonalnie wykonuje także partie wokalne. Jego pierwsze inspiracje muzyczne to granie kawałków w stylu zespołu The Pretty Things. Jednak od początku Bon Scott miał problem z alkoholem. Jego koledzy z zespołu wspominali, że często ciężko się upijał, przez co był niezdolny do grania na perkusji, dlatego wręczali mu mikrofon, by śpiewał. Tym samym alkohol, który miał go doprowadzić do zguby, pozwolił Scottowi zacząć pełnoprawną karierę wokalisty.

 

Pierwsze szlify

W 1966 roku jego losy krzyżują się po raz pierwszy z rodziną Youngów, która niedługo założy AC/DC. Bon Scott był na koncercie swojego idola, Steviego Wrighta, lidera zespołu The Easybets. Tam poznał ich gitarzystę, George’a Younga, z którym się zaprzyjaźnił i pozostał w stałym kontakcie.

W tym samym roku The Spektors zamieniają się w The Valentines. Scott nadal jest głównym wokalistą i powoli zaczyna ujawniać się jego sceniczna charyzma, którą zaczyna przyciągać szczególnie młode fanki. Zespół grał głównie covery, zdążył nagrać piosenkę do reklamy Coca-Coli, po czym rozpadł się w 1970 roku.

 

Bon Scott długo nie pozostawał bez zajęcia, bo zaraz po rozpadzie The Valentines przeszedł do grupy Fraternity, w której rozpoczął nowy rozdział życia. Zespół bardziej przypominał hipisowską komunę poruszającą się w rejonach psychodelicznego i progresywnego rocka, co było zupełnie nowym doświadczeniem dla Scotta. Tutaj też rozpoczęło się w pełni alkoholowe rozpasanie wokalisty. Cały zespół był znany z tego, że pochłania astronomiczne ilości alkoholu, marihuany, meskaliny i grzybów halucynogennych. Scott zdążył dorobić się przydomka „Road Test Ronny”, gdyż był pierwszy do próbowania każdego nowego narkotyku, jaki wpadł im w ręce. Z zespołem udało mu się także wyjechać na koncerty do Wielkiej Brytanii w 1972 roku. Jednak działalność Fraternity w takim składzie nie trwała długo i już w 1974 roku muzycy się rozeszli.

 

Proza życia i początek współpracy z AC/DC

W międzyczasie w 1970 roku ożenił się z Irene Thornton. Brak stabilizacji finansowej niekorzystnie wpływał na ich związek. Gdy wokalista został bez zespołu, zaczął parać się najróżniejszymi zajęciami – pracował przy budowie dróg, malował łodzie i pomagał w fabryce tworzącej nawozy. Uległ też groźnemu wypadkowi motocyklowemu i tylko szczęściu zawdzięczał to, że przeżył.

W 1974 roku Bon Scott trafił na jeden z pierwszych koncertów formującego się wówczas AC/DC. Lider grupy, Malcolm Young, znał możliwości Scotta i zaproponował mu przesłuchanie, gdyż zespół był w trakcie wymiany wokalisty. O dziwo Bon odmówił, tłumacząc się, że ma żonę, właśnie dostał pracę i musi zadbać o swoją przyszłość. Jednak rockowe zwierzę szybko dało o sobie znać i Scott błyskawicznie skontaktował się z Malcolmem, przyjął jego propozycję i wyjechał z powrotem na wschodnie wybrzeże kontynentu.

Początkowo wokalista miał wiele obaw co do przyszłości zespołu, gdyż obawiał się różnicy wieku pomiędzy nim a resztą grupy (dzieliło ich blisko 10 lat). Jednak pierwsze próby szybko pokazały, że spotkały się brakujące elementy.

 

Charyzma Scotta zaczęła rozkwitać i wokalista stał się rasowym, rockowym frontmenem z krwi i kości. Panowie w przeciągu dwóch lat nagrali cztery płyty, wypracowując sobie miano najlepszego zespołu rockowego w Australii. Powoli udawało im się także przebijać na rynek brytyjski, ciągle jednak czekając na swoją szansę, by podbić Stany Zjednoczone.

Zespół współdzielił mieszkanie pod Melbourne, które szybko stało się znane z wyprawianych tam imprez. Rozrywkowe życie AC/DC, a w szczególności samego Bona Scotta wpływało szczególnie na teksty piosenek – The Jack mówiące o kobiecie z rzeżączką czy Go Down, która wychwala seks oralny. AC/DC zostało także stałym gościem australijskiej telewizji. Szczególnie pamiętny był występ z 1975 roku, gdy Bon Scott wystąpił przed kamerami przebrany za szkolną uczennicę.

 

W 1979 roku w celu nagrania płyty Highway to Hell zespół wyjechał do Londynu. Zależało im na uzyskaniu brzmienia typowego dla brytyjskiej sceny rockowo-heavymetalowej. Podczas granych wówczas koncertów coraz częściej pojawiały się plotki o problemach Scotta z alkoholem. Zdarzało się, że znikał zaraz po koncercie, rzucając się w alkoholowy wir i pojawiał się dopiero przed następnym występem. Jednak, pomimo swojego trybu życia, ze swoich obowiązków wywiązywał się wzorowo. Highway to Hell stała się najpopularniejszą płytą zespołu, przebijając się do pierwszej dziesiątki brytyjskiej listy sprzedażowej i w końcu zdobywając rynek amerykański, gdzie uplasowała się na 17 miejscu. AC/DC i Bon Scott stali na progu ogromnej światowej kariery.

Koniec

Wraz z ostatnimi dniami stycznia 1980 roku zespół zakończył trasę koncertową. Pod koniec lutego mieli spotkać się ponownie, aby zacząć pracę nad nową płytą. Niestety, Bon Scott już tego nie doczekał. 20 lutego znaleziono go martwego w samochodzie swojego przyjaciela w Londynie. Przyczyna śmierci? Udławienie się własnymi wymiocinami. Oddajmy głos Alistairowi Kinnearowi, który imprezował tej feralnej nocy z Bonem:

Próbowałem wynieść go z samochodu, ale był dla mnie za ciężki przy moim stanie nietrzeźwości, więc odchyliłem siedzenie pasażera, żeby mógł leżeć płasko, nakryłem kocem, zostawiłem notatkę z adresem i moim numerem telefonu i chwiejnym krokiem poszedłem na górę do łóżka. Musiała być wtedy jakaś 4 lub 5 rano i spałem do około 11, gdy zostałem obudzony przez przyjaciela. Byłem tak skacowany, że spytałem się go, czy zrobi mi przysługę i pójdzie sprawdzić co z Bonem. […] powiedział mi, że mój samochód jest pusty, więc poszedłem spać, zakładając, że Bon obudził się i pojechał taksówką do domu. Około 19:30 zszedłem do samochodu […] byłem zszokowany, gdy znalazłem Bona leżącego płasko na przednim siedzeniu, oczywiście w bardzo złej pozycji i nieoddychającego (J. Wiederhorn, K. Turman Głośno jak diablikompletna historia metalu bez cenzury).

 

Kinnear odwiózł szybko Scotta do szpitala, ale było już za późno. W ten oto sposób odeszła jedna z największych postaci muzyki rockowej, której prawdziwa sława miała dopiero nadejść. Wokół samej śmierci Bona pojawiły się także dziwne plotki. Colin Burgess, pierwszy perkusista AC/DC, który był ze Scottem tej feralnej nocy w barze, twierdził, że ten wyglądał dobrze i nie sprawiał wrażenia kompletnie pijanego, gdy opuszczał knajpę. Czy są jakieś podstawy, żeby doszukiwać się innych teorii? Wątpię, biorąc pod uwagę rozrywkowy tryb życia Scotta, który przed wyjściem na scenę potrafił wypić butelkę Burbona wymieszaną z kokainą i speedem.

Śmierć Scotta była dla zespołu ogromnym szokiem, ale bracia Young postanowili działać dalej. Ostatecznie nowym wokalistą został Brian Johnson, o którym w przeszłości Scott wypowiadał się bardzo dobrze. Jeszcze w 1980 roku AC/DC wydało płytę Back in Black. Album stał się najlepiej sprzedającym się wydawnictwem w historii zespołu. Charakterystyczna, skromna czarna okładka płyty i pierwsze dźwięki płyty, odgłos dzwonów w piosence Hell’s Bells były hołdem dla Bona Scotta. Wokalista doczekał się także pomnika we Fremantle, mieście, w którym spędził młodość.

 

Przyjście Briana Johnsona zmieniło AC/DC. Jego charakterystyczna maniera śpiewania sprawiła, że zespół nabrał trochę innego charakteru. Jednak nie powstrzymało to AC/DC przed osiągnięciem światowego sukcesu. Chociaż lata 80. były naznaczone kryzysem twórczym i średnio udanymi albumami, tak wraz z początkiem lat 90. zespół powrócił do grona największych. Jakby to wyglądało, gdyby żył Bon Scott? Tego się już nie dowiemy, ale zawsze możemy wrócić do nagrań z jego udziałem. Wielka postać, która odeszła zbyt szybko.

Michał Adamski

Niepoprawny pesymista, miłośnik wodnej fauny i gramatyczny nazista. Fanatyk filmów Sergio Leone, spaghetti westernów i ogólnie pojętego kina exploitation. Lubi nowe technologie, tenis, football amerykański oraz uwielbia poświęcać wolny czas na gry komputerowe, a w szczególności te, które już przekroczyły wiek pełnoletności.

Zobacz również: