Czy Google zaśmieci swoją wyszukiwarkę tweetami?

 

google wyszukiwarka

Google ani Twittera nie trzeba nikomu przedstawiać. Z jednej strony jedna z największych korporacji świata, która zbudowała swoją potęgę na wyszukiwarce. Z drugiej niezwykle popularny serwis społecznościowy (choć może nie u nas), który szuka nieustannie pomysłu na spieniężenie aktywności swoich użytkowników. Łączy je wiele, a już wkrótce być może zacieśni się ta więź.

Według niepewnych jeszcze informacji, Google i Twitter zawarły lub są na dobrej drodze do zawarcia umowy. Na czym miałaby ona polegać? Na czym może zależeć takiemu serwisowi, jak Twitter? Oczywiście na tym, aby treści na nim publikowane były lepiej upowszechniane w sieci. Zapewnić to może Google dzięki swojej przeglądarce. Jeżeli umowa dojdzie do skutku, to już wkrótce zobaczymy w wynikach wyszukiwania całą masę wpisów z Twittera.

Dla ćwierkającego serwisu to układ idealny. Nie chodzi tutaj przecież tylko o to, aby wpisy ich użytkowników wyświetlały się w przeglądarce. Oczywiście, to też, ale dla Twittera zmagającego się z wprowadzaniem reklam i wpisów sponsorowanych do sfinansowania swojego biznesu, większa ekspozycja w Google daje szansę na dotarcie z promowanym contentem również do ludzi, którzy na Twitterze nie siedzą. No i oczywiście zaoferowania reklamodawcą większego zasięgu. Nie wspominając o tym, że przy okazji wiele osób może się dowiedzieć, że coś takiego, jak Twitter w ogóle istnieje.

Dla Twittera więc umowa z Google to niemalże same plusy. Ale co z tego będzie mieć Google? Oczywiście treści. Ale tych przecież im nie brakuje. Może procent z reklamowego biznesu Twittera? A może to tylko podchody pod ewentualny zakup serwisu przez Google? Cóż, to tylko czyste spekulacje. Na razie obie strony odmawiają komentarza i trudno się im dziwić.

Jeżeli jednak doniesienia te okażą się prawdziwe, to zastanawiam się, jak to będzie wyglądać dla nas, normalnych użytkowników. Wierzę, że Google nie pozwoli sobie na to, aby jego wyszukiwarka została zalana przez tweety. Zwłaszcza, że pojawia się ich blisko 6 tysięcy na sekundę! Wyobraźmy sobie jednak, że po wpisaniu frazy w wyszukiwarkę: „gdzie kupić chleb”, oprócz standardowych odpowiedzi dostaniemy tweety ludzi, którzy postanowili się podzielić informacją, że wczoraj kupili tu i tam chleb. Kogo to interesuje? Oczywiście, przerysowuje tutaj, jednak już teraz trudno jest niekiedy oddzielić dobre wyniki od masy chłamu, a ciężko mi jakoś uwierzyć, że 140 znakowy wpis na Twitterze będzie w stanie zaspokoić moją ciekawość dotyczącą danego tematu.

Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że nie czeka nas zalew ćwierków przy każdej próbie wyszukania jakiejś informacji.

 

Kamil Mizera

Dziennikarz technologiczny, blogger, felietonista. Od 2010 roku zawodowo pisze o technologiach, aplikacjach i Internecie. Co więcej, lubi to robić. O tempora, o mores!

Zobacz również: