Dzięki chińskiej aplikacji Didi Da Ren można było zlecać pobicia

Chińska aplikacja do zlecania pobić

W kilku chińskich sklepach z aplikacjami na Androida pojawiła się jakiś czas temu ciekawa aplikacja. Didi Da Ren pozwalała na znalezienie osoby, która za odpowiednią opłatę byłaby skłonna do wykonanie na nasze zlecenie pobicia. Najwyraźniej zapotrzebowanie na tego typu usługę było całkiem duże, bo zanim aplikację wycofano ze sklepów pobrano ją 40 000 razy!

Zobacz też: Aplikacje z Google Play będą teraz jeszcze bezpieczniejsze

Ciekawe jest też to w jaki sposób program powstał. Jej autor zainspirował się najwyraźniej krótkim filmem satyrycznym, który opublikowany został na YouTube. Opublikowane w lutym wideo musiało silnie zadziałać na wyobraźnię jakiegoś dewelopera, który pomysł wziął sobie do serca i postanowił przerobić go na faktycznie działający serwis:

Prawdziwa aplikacja pozwalała na umieszczenia ogłoszenia i odnalezienie tzw. „hitmana” do brudnej roboty. Sprawę nagłośnił jeden z użytkowników Didi Da Ren gdy udało mu się znaleźć chętnego do wykonania zlecenia pobicia. Ogłoszeniodawcy byli w stanie zapłacić od 30 do 80 dolarów za wykonanie zadania. Według twórcy aplikacji, wykonawcami zleceń mieli być głównie byli żołnierze, gangsterzy, trenerzy z siłowni czy zwykli, uliczni bandyci. Wygląda więc na to, że różnice w cenie wykonania „zadania” wynikały głównie z umiejętności posiadanych przez zleceniobiorcę…

Jak wspomniałem, aplikacja została już usunięta ze sklepów z aplikacjami, co nie oznacza wcale, że całkowicie zniknęła z sieci. Być może w dalszym ciągu funkcjonuje, udostępniona jako plik APK i pozwala na kojarzenie klientów szukających zemsty z przestępcami. Potencjalnie nie jest to jednak najlepszy sposób na załatwianie porachunków. Przypuszczam, że program nie był specjalnie dobrze zabezpieczony i że mógł zostawiać ślady popełnionego przestępstwa (zlecenia pobicia) na smartfonach obu zainteresowanych stron. Wygląda więc na to, że wciąż najlepszym narzędziem do tego celu wciąż pozostaje sieć TOR, na szczęście dużo trudniejsza w obsłudze niż zwykła aplikacja na Androida…

Źródło

Paweł Kański

Jestem internetowym zwierzem i jednocześnie łowcą LOL contentu, niepoprawnym fanbojem Twin Peaks i pankiem-weganinem. Uwielbiam nieszablonowe, dziwne kino i literaturę faktu. Dla "internetsów" piszę od kilku lat, głównie poruszając się w tematach technologiczno-sieciowych, ale zawsze ciągnęło mnie także w inne, mniej zbadane rejony. Na Culture Geeks mam nadzieję je spenetrować.

Zobacz również: