Google bierze w ryzy Chrome. Koniec z dziwnymi rozszerzeniami

chrome

O Chrome można powiedzieć dużo dobrego i dużo złego. Ta obecnie jedna z najpopularniejszych przeglądarek na świecie z jednej strony odznacza się ogromną RAM-ożernością, z drugiej świetnymi dodatkami w postaci aplikacji webowych oraz rozszerzeń. Niestety, coraz częściej rozszerzenia do Chrome więcej szkodzą niż pomagają. Dlatego Google postanowiło zrobić z nimi porządek.

Zobacz też: Wirtualne wystawy od Google z okazji 70 rocznicy zakończenia II wojny światowej

Chrome w ostatnich latach stało się prawdziwym kombajnem. Dzięki tysiącom dodatków do tej przeglądarki można ją skonfigurować w niemal dowolny sposób. Podobnie jak Androida. I podobnie jak w przypadku systemu mobilnego, Google zaczęło tracić kontrolę nad tym, co powstaje na jego przeglądarkę. Teraz ma to się skończyć.

Już rok temu Google wprowadziło brak wsparcia dla rozszerzeń dla Chrome nie pochodzących z Web Store. Jednak firma zostawiła furtkę dla deweloperskiej wersji przeglądarki oraz dla użytkowników OS X. Z tym koniec. Od teraz użytkownicy Windowsa z zainstalowaną przeglądarką Chrome nie będą mogli korzystać z rozszerzeń, innych niż te pochodzące z oficjalnego sklepu. To samo tyczy się również użytkowników Maków, jednak nowe zasady zostaną wprowadzone dopiero w lipcu.

Cel stojący za tym posunięciem jest prosty. Google chce chronić użytkowników Chrome przed malwarem. Nieautoryzowane rozszerzenia bardzo często stają się przepustkami hakerów do naszych przeglądarek i komputerów. Dzięki kontroli nad nimi Google chce zminimalizować ryzyko. Przy okazji też firma zaoszczędzi na wsparciu technicznym. Od kiedy rok temu wprowadzono nowe zasady o 75% spadły zgłoszenia problemów.

Google tym samym powiela politykę Apple w kwestii kontroli aplikacji i programów firm trzecich. Chrome to nie jedyne miejsce, gdzie Google postanowiło zwiększyć poziom kontroli. Również użytkownicy Androida mają być teraz lepiej chronieni dzięki nowej polityce publikowania aplikacji w Play Store. Ewidentnie Google ma dość „bezgranicznej otwartości”.

 

Kamil Mizera

Dziennikarz technologiczny, blogger, felietonista. Od 2010 roku zawodowo pisze o technologiach, aplikacjach i Internecie. Co więcej, lubi to robić. O tempora, o mores!

Zobacz również: