Lost River – reżyserski debiut Ryana Goslinga zapowiada się arcyciekawie!

Lost River plakat

Wczoraj w sieci pojawił się trailer do nowego filmu Ryana Goslinga, Lost River. Tym razem ulubieniec damskiej części publiczności będzie nie głównym bohaterem opowieści, ale jej reżyserem. Co więcej, krótka zapowiedź jego filmu prezentuje się naprawdę świetnie, a do współpracy zaprosił pierwszorzędnych aktorów. Na pierwszy rzut oka widoczne są inspiracje twórczością Nicolasa Winding Refna. Tego samego, który tak bardzo lubi Goslinga osadzać w swoich własnych produkcjach.

Skoro wspomniałem już o obsadzie, warto do niej na chwilkę wrócić, szczególnie do jej damskiej części. Gosling namówił do współpracy takie aktorki jak Christina Hendricks, Eva Mendes czy Saoirse Ronan (znacie ją na pewno z Grand Budapest Hotel, Nostalgii Anioła czy świetnego filmu o wampirach Byzantium). Wśród odtwórców ról męskich trudno szukać tak znanych nazwisk, chociaż każdy z obsadzonych aktorów ma dosyć bogatą filmografię.

Ciężko jest tak naprawdę powiedzieć o czym jest Lost River. Opis dystrybutora jest nieco enigmatyczny, wiemy jedynie, że jedną z głównych bohaterek będzie wspomniana Christinsa Hendricks, która wcieli się w rolę samotnej matki próbującej ocalić przed zniszczeniem swój dom. Równolegle poznamy jego syna (Iain De Caestecker), który odkrywa nieopodal wspomnianego domu znajdujące się pod wodą miasto. Brzmi nieco dziwnie, więc najlepiej będzie jeśli sami obejrzycie trailer:

Na pierwszy rzut oka widać tutaj podobieństwo do filmów Nicolasa Winding Refna, szczególnie w warstwie wizualnej. Drive, Tylko Bóg wybacza, a nawet Valhalla Rising to film poruszające się w podobnej dusznej i tajemniczej atmosferze. Smaczku może dodać fakt, że film kręcony był w Detroit. Urocze, prawda? Momentami przypomina mi się też post apokaliptyczny klimat Bestie z południowych krain, ale w tym przypadku może to być tylko zły trop.

Muszę przyznać, że z niecierpliwością będę teraz czekał na ten film. Gosling to świetny aktor, wygląda też na to, że pobierał lekcje reżyserii od jednego z moich ulubionych twórców. Co ciekawe, film był wyświetlany prawie rok temu na festiwalu w Cannes, ale premierę w kinach będzie miał dopiero w kwietniu tego roku. Myślę, że warto będzie poczekać te kilka miesięcy, żeby sprawdzić czy Ryan Gosling był pojętnym uczniem duńskiego reżysera.

 

 

Paweł Kański

Jestem internetowym zwierzem i jednocześnie łowcą LOL contentu, niepoprawnym fanbojem Twin Peaks i pankiem-weganinem. Uwielbiam nieszablonowe, dziwne kino i literaturę faktu. Dla "internetsów" piszę od kilku lat, głównie poruszając się w tematach technologiczno-sieciowych, ale zawsze ciągnęło mnie także w inne, mniej zbadane rejony. Na Culture Geeks mam nadzieję je spenetrować.

Zobacz również: