Może by tak rzucić wszystko i … zostać wikingiem?

Kurs na wikinga

Rozpoczęcie roku szkolnego już co prawda za nami, ale nigdy nie jest za późno na refleksje. Także te dotyczące wybranej przez niektórych ścieżki edukacji czy kariery. Jeśli faktycznie macie dosyć pracy w biurze lub nudnych zajęć na waszych uczelniach, warto zwrócić uwagę na ofertę jednego z koledżów w norweskim Seljord. Szkoła to oferuje roczny kurs, który przygotuje was do bycia … wikingiem. Słabo?

Zobacz też: Dlaczego Hodor mówi tylko „Hodor”? Naukowe wytłumaczenie

Czego można nauczyć się podczas tych wspaniałych kilku miesięcy? Wykuwania mieczy, tworzenia biżuterii, pływania łodzią, rzeźbienia w drewnie, pieczenia chleba, robienia strzech oraz, oczywiście, rzucania toporem. Na szczęście, nie ma mowy o składaniu ofiar ze zwierząt, ani praktyk w czasie których najeżdża się klasztory i nadbrzeżne wioski w południowych krajach. Wygląda więc na to, że jest to pacyfistyczna wersja przysposobienia do bycia wikingiem, na szczęście.

Szkoła dla wikingów w Norwegii

Roczny kurs prowadzony jest w ramach folkehøgskule, czyli czegoś na kształt szkoły z zajęciami skupionymi głównie na pracach związanych z kulturą kraju i rękodziełem. Do takich obiektów zgłaszają się głównie młode osoby po ukończeniu szkoły średniej, a przed pójściem do „normalnego” uniwersytetu. Szkoła jest co prawda prywatna, ale częściowo finansuje ją norweski rząd. W ubiegłym tygodniu zakończył się nabór na pierwszy w historii rok tego kierunku. Wkrótce zajęcia rozpocznie grupa 14 uczniów, w skład w której wchodzi pięć kobiet oraz dziewięciu mężczyzn.

Jeppe Nordmann Garly - główny prowadzący kursu

Jeppe Nordmann Garly – główny prowadzący kursu

Trzeba pogratulować władzom szkoły, która zdecydowała się na udostępnienie takiego kursu. To z pewnością świetny ruch pod względem marketingowym, szczególnie biorąc pod uwagę popularność kultury wikindzkiej, którą wzbudził serial Wikingowie. Chciałbym zobaczyć jakąś polską instytucję oferującą podobne szkolenia, oczywiście w ramach kultury słowiańskiej. Wyobraźcie sobie zajęcia z takich przedmiotów jak „Zbieraj jagody dla Peruna” albo „Najlepsze lokalizacje dla świętego gaju”. Uczęszczałbym!

Źródło, zdjęcia

 

Paweł Kański

Jestem internetowym zwierzem i jednocześnie łowcą LOL contentu, niepoprawnym fanbojem Twin Peaks i pankiem-weganinem. Uwielbiam nieszablonowe, dziwne kino i literaturę faktu. Dla "internetsów" piszę od kilku lat, głównie poruszając się w tematach technologiczno-sieciowych, ale zawsze ciągnęło mnie także w inne, mniej zbadane rejony. Na Culture Geeks mam nadzieję je spenetrować.

Zobacz również: