Najciekawsze i najbardziej zaskakujące zakończenia gier komputerowych. Część 2. [spoilery!]

Najlepsze i najciekawsze zakończenia gier

Odkąd w grach komputerowych pojawiły się narracje i fabuły, ich twórcy nie raz zaskakiwali nas zakończeniami prowadzonych przygod. Czasami były to kompletne twisty fabularne, innym razem zakończenia, które w pełni dopowiadały całą historię i zostawiały nas w poczuciu spełnienia i satysfakcji. Oto druga część zestawienia najbardziej zaskakujących i najciekawszych zakończeń gier. Pamiętajcie o spoilerach!

W poprzedniej cześci zestawienia skupiłem się na tytułach najstarszych, głównie z lat 80. i maszyn 8-bitowych, które wtedy królowały (wyjątkiem był Monkey Island 2). Tym razem przyjrzymy się kolejnej dekadzie i początkowi XXI wieku. Muszę przyznać, że trudniej było mi wybrać odpowiednie tytuły. Nie dlatego, że ciekawych lub zaskakuących zakończeń było aż tyle, wręcz przeciwnie. Odnoszę wrażenie, że w tym okresie było najmniej gier, których finały wywarły na mnie ogromne wrażenie. Jeden tytuł, który mógłbym umieścić w tym zestawieniu celowo pomijam, ale dlaczego to robię, wyjaśnię na końcu artykułu. Przejdźmy zatem do drugiej częśći naszego zestawienia.

Doom, 1993

Zaczynamy od jednego z największych klasyków w historii gier komputerowych. Tytułu, który na wiele lat skodyfikował zasady FPS-ów, a nawet przez jakiś czas służył za ich nazwę (ktoś pamięta jeszcze określenie „gra doomopodobna?). Duża liczba broni do wyboru i równie liczny zestaw piekielnych istot do eksterminacji. Wszystko to podane na fenomenalnie zaprojektowanych planszach. Gra musiała stać się sukcesem. Ale co ze stroną fabularną i jej zakończeniem? Otóż jako doomguy musimy zmierzyć się z chmarą potworów, które nawiedziły księżyce marsa. Po przejściu wszystkich plansz trzech epizodów otrzymujemy planszę tekstową i grafikę, z której dowiadujemy się, że udało nam się szczęśliwie powrócić na Ziemię, gdzie będziemy mogli oddać się spokojnemu żywotowi. Tymczasem gra żegna nas widokiem płonącego miasta i nabitą na pal głową… królika!

Początkowo status króliczej postaci był nie do końca jasny. Domysły graczy zostały rozwiązane wraz z wydaniem dodatkowego epizodu gry w wersji Doom Ultimate. W jej zakończeniu dowiadojemy się, że gdy nasz bohater walczył w kosmosie, w tym czasie potwory z piekła rodem dokonały inwazji na Ziemię, zabijając przy okazji jego ulubieńca i przyjaciela – królika o imieniu Daisy. Bohater stwierdza, że czas na następny przystanek jego krucjaty – „piekło na ziemi” (hell on earth) – stwierdzenie, które okazało się podtytłem sequela gry.

Kto by pomyślał, że jeden z największych twardzieli w historii gier komputerowych był tak blisko przywiązany do swojego futrzanego przyjaciela, że aż postanowił rozprawić się z samym piekłem? Przyznam, że za pierwszym razem czułem się dziwnie, widząc finałowe plansze gry. Gratuluję Id Software, zamierzony efekt się udał.

Doom 2: Hell on Earth, 1994

Panowie z Id Software postanowili nie odpuszczać i zakończenie drugiej części Dooma może zaskakiwać jeszcze bardziej. Ponownie walczymy z hordami potworów, docierając do samego piekła, w którym mierzymy się z wielkim potworem przypominającego malunek głowy „rogatego” (nieprzypadkowo plansza nazywa się Icon of sin). Aby go pokonać, musimy wpakować w jego mózg trzy rakiety. Tak to wygląda zazwyczaj:

Jednak twórcy Dooma nie byliby sobą, gdyby za tym wszystkim nie kryło się coś więcej. I tak jest, nawet dosłownie! Otóż jak teleportujemy się do głównego pomieszczenia z finałowym bossem, ten wita nas niezrozumiałym z pozoru komunikatem wydanym „demonicznym” głosem. Jak się okazuje, jeśli usłyszany dźwięk puścimy od tyłu, wówczas dostaniemy taki komunikat: „To win the game, you must kill me, John Romero” („Aby wygrać grę, musisz zabić mnie, Johna Romero). John Romero był współtworcą (obok Johna Carmacka) serii Doom i rzeczywiście to jego musimy pokonać, aby szczęśliwie zakończyć grę. Gdy gracz skorzysta z kody na przechodzenie przez ściany, wówczas będzie mógł „zajrzeć” do mózgu potwora. A co tam zobaczy?

Nabitą na pal głowę Johna Romero… Oto jeden z najciekawszych i zaskakujących easter eggów i „twistów” w zakończeniach gier.

Fallout 1, 1997

W zestawieniu nie mogło zabraknąć jednej z moich ulubionych gier. Fallout 1, król gier postapokaliptycnzych, jeden z najlepszych rpg-ów wszech czasów (choć przyznam, że jeszcze większym uczuciem darzę część drugą). Rozbudowana i przemyślana fabularnie, nieliniowa, wulgarna, niepoprawna politycznie i z niezliczoną ilością nawiązań do popkultury wciągała graczy w wykreowany świat przyszłości. W tym wszystim zaskakiwała także swoim zakończeniem. W grze mogliśmy zobaczyć wiele jego wersji, zależnie od decyzji, jakie podejmowaliśmy w trakcie rozgrywki, jednak miały one jeden element wspólny, który był dość nowatorski i przede wszystkim zaskakujący.

Naszym głównym zadaniem, zlecanym przez nadzorcę krypty, jest dostarczenie do krypty, z której się wywodzimy, czipa pozwalającego naprawić systemy odpowiadające za działanie utrzymujących życie pomp wodnych. Gdy już to zrobimy, otrzymamy polecenie, aby powstrzymać zagrażającą ludziom inwazję mutantów. Oczywiście co to dla nas i w glorii chwały wracamy do krypty, a tam dowiadujemy się, że nasze działania zyskały duży rozgłos, a obecność bohatera może źle wpłynąć na innych mieszkańców, którzy będą chcieli iść w nasze ślady i wyjść poza kryptę, co nie podoba się jej nadzorcy. Dlatego skazuje nas na banicję i samotną wyprawę na pustkowia.

A więc tak się traktuje bohaterów, którzy właśnie uratowali świat zarówno ten w wersji mikro, jak i makro? Jedyny plus takiego rozwiązania jest taki, że całe to wydarzenie dało początek fabularny drugiego Fallouta.

Star Wars Jedi Knight: Dark Forces 2, 1997

Bardzo dobrze przyjęta gra ze świata Star Wars, która była następczynią Dark Forces wydanej w 1995 roku. Swego czasu zachwycała filmowymi scenkami z prawdziwymi aktorami, które objaśniały fabułę pomiędzy kolejnymi planszami (dzisiaj trzeba patrzeć na to z przymrużeniem oka, bo powiedzieć, że „trącą myszką”, to mało). Wcielamy się w niej ponownie w Kyle’a Katarna, a wydarzenia, w których bierzemy udział, dzieją się rok po zakończeniu akcji znanej z filmowego Powrotu Jedi. Razem z naszym bohaterem próbujemy rozwikłać tajemnicę związaną ze śmiercią jego ojca. Doprowadzi to nas do zderzenia się z „mocą” i zdecydowania, po której jej stronie chcemy stanąć. Gra miała dwa zakończenia, jednak zdecydowanie większe wrażenie robiło to „złe”.

Krótka, ale ciekawie poprowadzona scenka. Kyle Katarn stał się nowym imperatorem. Gdy został sam, siedząc na tronie, uruchamia hologram. W nim widzi siebie i ojca w przeszłości, który mówi mu, jak bardzo jest z niego dumny. Nasz bohater bezceremonialnie rzuca hologram na ziemię i niszczy go butem. Świetnie przekazany duży ładunek emocjonalny i umiejętnie przedstawione działanie ciemnej strony mocy. Takie Gwiezdne Wojny lubię!

Mafia: The City of Lost Heaven, 2002

Wkraczamy w XXI wiek i w rankingu umieszczam grę, bez której nie miałby on racji bytu. Nad fabułą Mafii rozpływano się w zachwytach. Klasyczna, gangsterska opowieść, nawiązująca do licznych filmów, fabuł i prawdziwych wydarzeń ze świata przestępczego. W grze jesteśmy świadkami opowieści człowieka, który chce zerwać z mafijną przeszłością i „wyśpiewuje” wszystko policji. Dzięki takiemu zabiegowi narracyjnemu „przechodzimy” w grze całą opowiadaną historię. Na koniec dowiadujemy się, że w zamian za zeznania nasz bohater domaga się od policji ochrony i zbudowania „nowej” tożsamości, która pozwoli mu uciec od przeszłości. I gdy już myślimy, że wszystko będzie dobrze, mafia uświadamia nam, że zdrady nigdy się nie zapomina:

Znakomicie rozegrana historia, która doprowadza nas do punktu kulminacyjnego. Nasz bohater, były mafiozo, który miał władzę, pieniądze i szacunek, zostaje po kilku latach od opowiadanych wydarzeń zabity przed własnym domem w trakcie podlewania trawnika. Mordercami jest kolejne pokolenie żołnierzy mafii (przy okazji są to też bohaterowie drugiej częśći gry), którzy pokazują, że od pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie uciec. Jest smutno, jest refleksyjnie, jest znakomity i zaskakujący finał historii. Robiło i nadal robi ogromne wrażenie!

Tym tytułem doszliśmy do końca drugiej części przeglądu najciekawszych i najbardziej zaskakujących zakończeń gier komputerowych. Na wstępie napisałem, że pominąłem jedną grę, która powinna znaleźć się w tym rankingu. Tym tytułem jest klasyk rpg Plancescape Torment. Dlaczego to zrobiłem? Otóż w przypadku tej gry absolutnie nie mam zamiaru w żaden sposób spoilerować fabuły. Jej odkrycie i próbę interpretacji (a tych może być kilka, zależnie od tego, jak poprowadzimy grę) zostawiam wam, graczom i czytelnikom. Jej złożoność i głębia zasługują na samodzielne zmierzenie sie z nią. Jest to jedyna w swoim rodzaju, fascynująca, interaktywna książka. Jeśli jeszcze nie mieliście z nią do czynienia, to polecam jak najszybciej po nią sięgnąć. A tymczasem kończę drugą część przeglądu i zapraszam na kolejną, która już niedługo. Przyjrzymy się w niej tytułom najbliższym naszym czasom.

 

Michał Adamski

Niepoprawny pesymista, miłośnik wodnej fauny i gramatyczny nazista. Fanatyk filmów Sergio Leone, spaghetti westernów i ogólnie pojętego kina exploitation. Lubi nowe technologie, tenis, football amerykański oraz uwielbia poświęcać wolny czas na gry komputerowe, a w szczególności te, które już przekroczyły wiek pełnoletności.

Zobacz również: