Najlepsze filmy post-apokaliptyczne, część ostateczna

Top filmy postapokaliptyczne

Dziś kończę krótką serię artykułów (tutaj znajdziecie część pierwszą i drugą) o najciekawszych, moim zdaniem, filmach post-apokaliptycznych. W pierwszej piątce znajdują się same perełki, dzieła sztuki i absolutne klasyki – nawet jeśli ktoś nie przepada akurat za tym filmowym gatunkiem. To w większości obrazy ponadczasowe, które nawet wiele lat po premierze są (chyba niestety?) aktualne. Gotowi? Otwórzcie butelkę Nuke Cola i jedziemy!

 

5. The Road - to skromna produkcja, w której główną rolę zamiast efektów specjalnych grają relacje pomiędzy dwójką bohaterów – ojca i syna. Obaj podróżują po zniszczonym kraju, szukając schronienia na wybrzeżu. Film charakteryzuje się naprawdę przygnębiającą atmosferą zaszczucia i braku jakichkolwiek nadziei na lepszą przyszłość, jak na porządny film postapo przystało. Jeśli dodamy do tego hordy maruderów grasujących po lasach i drogach, oraz świetnie prosperujących i zorganizowanych kanibali otrzymujemy naprawdę dobrą pozycję. Co ważne, obraz ten oparty jest o książkę Cormaca McCarthiego, podobno jednego z najważniejszych obecnie pisarzy amerykańskich.

 4. 12 małp  – bez wątpienia, najlepszy film w dorobku genialnego Terrego Gilliama, a w dodatku prezentuje doskonałe role w wykonaniu Bruce’a Willisa i Brada Pitta oraz pogmatwany i otwarty na interpretacje scenariusz. Wydaje mi się, że ten film należy do grupy tych, które zawsze zyskują przy każdym kolejny obejrzeniu. Szczególnie, że jak wspomniałem, scenariusz jest dosyć pogmatwany jak to zazwyczaj bywa w filmach o podróżach w czasie. Samej post-apokalipsy jest raczej mało, a 12 Małp lepiej wpisuje się w dystopiczną wizję świata, ale to właśnie niezbyt wesoła przyszłość naszej planety (pokazana w charakterystycznym dla Gilliama stylu) opanowanej przez śmiertelnego wirusa jest motorem napędowym całek akcji. O wpływie tego filmu na współczesną kulturę może świadczyć fakt, że kanał Sci-Fi emituje teraz serial bazowany na tym obrazie. Jeszcze go nie widziałem, ale mam obawy, że to straszny badziew. Może ktoś, kto już się zapoznał z kilkoma odcinkami wyprowadzi mnie z błędu?

 3. Matrix – film kultowy, szczególnie dla osób urodzonych w latach 80-tych, i bez cienia wątpliwości najlepsza produkcja (jeszcze wtedy) braci Wachowskich. To obraz, który na stałe zmienił nasze podejście do kina akcji i filmów science fiction, wprowadził też kino rozrywkowe na nieosiągalny dla większości dzisiejszych twórców poziom. Film zachwycał i zachwyca chyba wszystkich, którzy go widzieli, głównie dzięki świetnemu balansowi pomiędzy filozofią, futurologią i … kinem akcji po prostu. Matrix miał też doskonałą ścieżką dźwiękową, do której sam często wracam. Dla mnie niewątpliwym plusem była też Carrie-Anne Moss ubrana w skórzany (lub lateksowy) strój, ale to zupełnie inna sprawa. Co ciekawe do koncepcji „mózgu w naczyniu„, która jest osią filozofii Matrixia, nawiązywał też co najmniej dwukrotnie Stanisław Lem – w Kongresie Futurologicznym (główny bohater książki, Ijon Tichy, budzi się w świecie przyszłości, gdzie wszystko co widzi i doświadcza jest tylko efektem przyjmowania dużej ilości chemii, zaś prawdziwy świat jest obskurny i brzydki) oraz opowiadaniu Profesor Corcoran (tytułowy bohater trzyma w swoim laboratorium skrzynie zawierające elektroniczne mózgi, które na swoje potrzeby projektują własną „rzeczywistość”). Tak dla jasności: mam tutaj na myśli pierwszą część filmowej trylogii, reszta nadaje się co najwyżej na smar do taczki i świąteczne seanse w TVN.

2. Planeta Małp - pierwsza część tej serii to wciąż niedościgniony ideał i mimo wielu nieudolnych, współczesnych prób odtworzenia sukcesu i jakości tego klasyka, wciąż film z 1968 roku jest po prostu EPICKI! To produkcja, która wyprzedziła swoje czasy, zarówno jeśli chodzi o zaskakujące zakończenie, muzykę, zdjęcia, scenografię, kostiumy czy charakteryzację. Co więcej, film przedstawił wywrotowy jak na tamte czasy scenariusz co do przyszłości rasy ludzkiej. Chciałbym obejrzeć miny współczesnych twardogłowych republikanów, którzy widzą jeżdżące na koniach małpy i prymitywnych brudasów, którymi stali się w filmie ludzie. O wpływie Planety Małp na kulturę niech świadczy liczba różnego rodzaju kontynuacji: w latach 1970-1973 stworzono 4 filmy fabularne, w okresie od 1974 do 1975 2 krótkie telewizyjne seriale w tym jeden animowany, a od 2001 roku do kin trafiły 3 kolejne filmy bazujące na obrazie z 1968 roku. Oczywiście, współczesne wersje to co najwyżej sympatyczne kino akcji…

 1. Moim zdaniem najlepszym filmem post-apokaliptycznym w historii kina jest brytyjski film paradokumentalny Threads. Pokazuje on życie dwóch angielskich rodzin, którego tłem jest narastający konflikt pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim. W jego efekcie dochodzi do licznych ataków nuklearnych na Wielką Brytanię, w tym na miasto Sheffield. W ich wyniku giną miliony ludzi, a kraj pogrąża się w chaosie i totalnym rozkładzie instytucji państwowych i relacji społecznych. Najciekawiej prezentują się przewidywania twórców filmu na to, jak wyglądać może życie zwykłych ludzi po wojnie atomowej, a mogę was zapewnić, że tak dosłownej i przerażającej wizji nie widzieliście jeszcze w żadnym filmie. To właśnie realizm opisywanych wydarzeń jest w tym filmie najbardziej przygnębiający i przeraźliwy. Film powstał w 1984 roku, więc groźba globalnego konfliktu atomowego była wciąż żywa w zachodnim społeczeństwie, a autorzy produkcji w doskonały sposób wszystkie te lęki i przewidywania zobrazowali na taśmie filmowej. Threads utrzymany jest w stylistyce dokumentu, więc siła jego ekspresji jest dużo większa niż w przypadku jakiegokolwiek innego filmu post-apokaliptycznego. Jeśli więc chcecie zobaczyć prawdziwą nuklearną apokalipsę – zapraszam do obejrzenia Threads!

Paweł Kański

Jestem internetowym zwierzem i jednocześnie łowcą LOL contentu, niepoprawnym fanbojem Twin Peaks i pankiem-weganinem. Uwielbiam nieszablonowe, dziwne kino i literaturę faktu. Dla "internetsów" piszę od kilku lat, głównie poruszając się w tematach technologiczno-sieciowych, ale zawsze ciągnęło mnie także w inne, mniej zbadane rejony. Na Culture Geeks mam nadzieję je spenetrować.

Zobacz również: