Najlepsze, niezależne filmy sci-fi ostatniej dekady

Beyond the black rainbow

Twórcy kina niezależnego nie mają pewnie lekko. Stworzyć świetny film bez wielkiego budżetu, znanych twarzy i bez dużej promocji wydaje się być zadaniem trudnym i chyba nieco karkołomnym. W szczególności jeśli chodzi o science-fiction, bo ten gatunek kojarzy się głównie z dużą ilością efektów specjalnych i udziałem znanych aktorów. Jednak po drugiej stronie hollywoodzkiego lustra, jest naprawdę mnóstwo twórców, którzy udowadniają, że w sztuce kinowej liczy się coś więcej niż budżet i marketing. Zapomnijcie o Prometeuszu, Looperze, Grawitacji i Incepcji - zobaczcie mniej znane, ale świetnie filmy science fiction stworzone w ciągu ostatnich 10 lat!

 Zobacz też: Zobacz najlepsze filmy science fiction według naukowców!

Człowiek z  Ziemi (The Man from Earth) – to kameralna, wręcz teatralna, produkcja z ciekawym scenariuszem i nieco gorszą grą aktorską. Grupka wykładowców pracujących na uniwersytecie spotyka się w domu przyjaciela, który wkrótce zmienia pracę i wyprowadza się z miasta. W trakcie rozmowy główny bohater wyjawia zebranym, że … ma 14 tysięcy lat i od czasów późnego paloeolitu wędruje po świecie i najwyraźniej jest nieśmiertelny.  Wśród jego przyjaciół panuje konsternacja, ale wszyscy są przecież naukowcami, dzięki czemu widz staje się świadkiem próby naukowej weryfikacji podejrzanej opowieści wykładowcy. Bardzo sympatyczna, spokojna produkcja, do polecenia szczególnie tym, którzy mają uczulenie na statki kosmiczne i lasery.

John Dies at the End – to teraz dla odmiany coś dla tych, którzy lubią lasery i potwory! To świetna historia o dwóch znajomych, którzy wpadli w sidła zupełnie nowego i silnego narkotyku, tzw. sosu sojowego. Jego zażycie powoduje nie tylko poważnego, kwasowego tripa, ale pozwala użytkownikom na podróże pomiędzy wymiarami! To z pewnością film dla tych, którzy mogą być nieco znudzeni sztywną konwencją science fiction. Film pełen jest dziwnych potworów, kiepskich efektów specjalnych i slapstickowych gagów. Jednak dzieło to ogląda się naprawdę przyjemnie, a twórcy nie pozwalają się nudzić w czasie seansu. Wisienką na torcie jest tutaj udział Paula Giamattiego i tytuł filmu, który nieco spolieruje, ale na pewno nie psuje radochy z oglądania tego porąbanego filmu.

Troll Hunter – czy wiecie, że w Norwegii wciąż żyją trolle? To wprawdzie wielka, państwowa tajemnica, ale na jej trop wpada grupka studentów, która podróżuje po północnych pustkowiach by zrobić film dokumentalny o kłusownikach polujących na niedźwiedzie. Jednak bardzo szybko przekonują się o tym, że ani amatorzy polowań, ani dzikie zwierzęta nie są tak interesujące jak kilkunastometrowe, głodne, stare i wkurzone trolle. Film stworzony częściowo jako „found footage” to naprawdę świetny przykład niebanalnego podejścia do horroru czy science fiction. Bardzo dużo w nim skandynawskiego poczucia humoru, a film ma nawet polski wątek! Zdecydowanie jedna z najciekawszych produkcji jakie widziałem – świeży co najmniej jak wiatr z nad fiordów.

Under the skin - w tym momencie żarty się kończą, bo to film, który mogę polecić tylko i wyłącznie największym fanom science fiction. To opowieść o kobiecie, która jeździ po szkockich miastach swoim wanem i porywa samotnych mężczyzn. Ofiary zabiera do dziwnego, opuszczonego domu w którym … no właśnie nie do końca wiem co się w nim dzieje. Zobaczcie sami! Główną bohaterkę gra Scarlett Johansson, ale filmowi daleko do hollywoodzkich klimatów. Akcja toczy się naprawdę powoli, w filmie mało jest dialogów, klimat potęgują zdjęcia surowej, wyspiarskiej prowincji i mrożąca krew w żyłach muzyka. Jeśli macie ochotę na film po którym zapytacie się sami siebie „WTF?”, to Under the skin powinien znaleźć się na waszej liście jak najszybciej!

Beyond the black rainbow – zostajemy w ciężkich klimatach. To z pewnością najbardziej dopracowany wizualnie i muzycznie film jaki widziałem w ostatnim czasie, a jednym z nielicznych obrazów, które miały podobną atmosferę była według mnie Suspiria. Oczywiście, to dwa zupełnie inne obrazy, ale tak umiejętne zgranie świetnych zdjęć, scenografii, kolorystyki i muzyki zdarza się naprawdę rzadko. Sama historia to najsłabsza część Beyond the black rainbow. Główną bohaterką filmu jest Elena, młoda dziewczyna uwięziona w tajemniczym ośrodku – Arboria Institute. Jej opiekunem i jednocześnie katem jest szef instytutu, który chce poznać tajemnicę nadnaturalnych zdolności naszej bohaterki. Mimo słabego scenariusza, film robi ogromne wrażenie, a muzyka pozostaje w pamięci na bardzo długo.

No koniec film, który zrobił na mnie przeogromne wrażenie i to z pewnością jeden z najmniej docenianych filmów science fiction ostatnich lat. Obraz, który zasługuje na dużą uwagę, bo mimo pewnych niedociągnięć jest naprawdę solidną produkcją, o której ciężko zapomnieć. The Coherence to opowieść o grupce znajomych, którzy spotykają się na kolacji u zaprzyjaźnionej pary. Już na początku filmu widać, że pomiędzy niektórymi z uczestników zebrania istnieje pewnego rodzaju napięcie. Sprawy zaczynają się komplikować, gdy okazuje się, że w całej dzielnicy wysiadł prąd. Według jednego z biesiadników to wina przelatującej właśnie nad Ziemią komety, która może w pewien sposób wpływać na zachowanie ziemskiej elektroniki i … ludzi. The Coherence to doskonały dramat i thriller science fiction. W filmie występują mało znani, ale naprawdę świetni aktorzy, którzy umiejętnie i stopniowo budują napięcie i grozę, a są przy tym wyjątkowo wiarygodni. Jak dla mnie, dzieło obowiązkowe!

Jeśli szukacie więcej niezależnych, lub po prostu mniej znanych filmów science fiction koniecznie zerknijcie na Sound of My Voice, Another Earth, Europa Report czy Moon.

Paweł Kański

Jestem internetowym zwierzem i jednocześnie łowcą LOL contentu, niepoprawnym fanbojem Twin Peaks i pankiem-weganinem. Uwielbiam nieszablonowe, dziwne kino i literaturę faktu. Dla "internetsów" piszę od kilku lat, głównie poruszając się w tematach technologiczno-sieciowych, ale zawsze ciągnęło mnie także w inne, mniej zbadane rejony. Na Culture Geeks mam nadzieję je spenetrować.

Zobacz również: