Nieokrzesany i ciapowaty Brudny Harry, czyli Backstrom w pełnej krasie

backstromSeriali traktujących o policjantach, detektywach, biurach śledczych i tym podobnych wojownikach sprawiedliwości pojawia się co roku na pęczki. Czasami aż płakać się chcę, gdy po raz kolejny wypuszczany jest serial typu CSI Bobki Dolne. Co więcej, „kryminalne” produkcje nie ograniczają się już do rzeczywistości, ale sięgają po wszelkie możliwe wątki – od science-fiction po fantasy. W tym oceanie pełnym miernotowatych produkcji czasami zdarzają się perełki, jak True Dedective czy Fargo. Backstrom to serial, który ma potencjał, by stać się właśnie jedną z nich. Może jednak utopić się w hektolitrach „serialowego” mułu.

Brudny Harry, tylko że inaczej

Backstrom to produkcja łącząca w sobie kryminał z elementami dramatycznymi i komediowymi. Takich seriali nie brakuje i brakować nie będzie. Tylko co zrobić, żeby wybić się ponad stado i zainteresować odbiorcę, którego mózg już wypełniły różnego rodzaju CSI, Gothamy i im podobne? Trzeba dać zupełnie nowego bohatera.

Nie jest nowiną, że w większości produkcji tego typu musi być jeden, główny bohater, który przyciągnie widzów, a jego historia i postać będą na tyle interesujące, by udało się sprzedać wystarczająco dużo reklam. Najczęściej główny bohater takiego serialu jest, no właśnie – bohaterem. Ma swoje wady, jakieś problemy, ale jest jednostką wybitną, która ciągnie swój zespół do zwycięstwa. W przypadku Backstrom postanowiono nieco odwrócić ten wątek.

backstrom bus stop

Nasz główny bohater to leniwy, utyty, rozpijaczony, chamski, rasistowski flejtuch, którego ciuchy wyglądają, jakby zabrał je spotkanemu kloszardowi, a twarz, jakby właśnie skończył miesięczny cug. Nie ma szacunku dla nikogo i niczego, włącznie ze sobą. Nie wzdryga się przed niepoprawnymi politycznie żartami o czarnoskórych, kobietach, gejach, etc. Fox postanowiło więc dać nam antybohatera, który mimo wszystkich swoich wad rozwiązuje sprawy.

Można powiedzieć, że Ameryki nie odkryto. Motyw antybohatera, który w rzeczywistości jest bohaterem, przewija się od lat i jest mocno wyeksploatowany. Takim antybohaterem jest chociażbyśmy osławiony Brudny Harry. Nuuuda!

Tylko, że nie do końca. Bo w Backstrom nasz antybohater jest rzeczywiście antybohaterski. Jego zalety wcale nie przeważają nad wadami. Nie jest twardzielem, który bezwględenie zwalcza kryminalistów i chętnie wdaje się w bójki. Ba, w momencie zagrożenia po prostu panikuje, nie radzi sobie z bronią, nie umie się bić. Jego jedyną zaletą jest to, że ma dobry instynkt, który czasami sprowadza go na manowce. Nie widzi również nic złego w wykorzystaniu swojej pozycji do załatwienia prywatnych porachunków. Jest po prostu człowiekiem, jednym z nas.

I to właśnie stanowi chyba najmocniejszych element tej produkcji. Dostajemy postać, która nie różni się wiele od nas. Nadwaga, nałogi, chamstwo, zawziętość. Urokiem naszego antybohatera jest to, że właściwie nie musiałby być policjantem i nic by to nie zmieniło w jego życiu.

Drużyna pierścienia

Oczywiście, każdy bohater kryminałów musi mieć swoją drużynę, z którą rozwiązuje mordecze zagadki. Tutaj już twórcy serialu nie popisali się szczególnie i dostaliśmy dość sztampowy zestaw bohaterów. Jest więc młoda, wojownicza i prawa policjantka. Jest stary policyjny wyjadacz, który przy okazji jest pastorem. Jest jeden mięśniak i jeden geek/nerd/piękniś odpowiedzialny za badania. Dodatkowo mamy analityczkę, której zadaniem jest przedzieranie się przez dane i seksualne kuszenie. Oczywiście nasz bohater musi mieć swojego przyjaciela, będącego po złej stronie mocy, który jednak w głębi serca jest dobrym Jedi. Nic nowego, zaskakującego, odważnego. Rutyna. Tym, co nieco osładza nam ten dość stereotypowy obrazek, jest fakt, że nasz główny bohater wcale nie jest lepszy od całej reszty, a drużyna mogłaby istnieć bez niego.

backstrom line

Po nitce do kłębka

Jeżeli chodzi o rys fabularny, to Backstrom nie wyróżnia się jakoś szczególnie na tle innych produkcji. Choć nie, wróć! Jest w nim mniej laboratoryjno-technologicznych bzdur. To, co doprowadza mnie do szału we wszystkich serialach typu CSI, to fakt, że w laboratoriach tych pracują sami geniusze, mający najnowocześniejszy sprzęt na świecie, każdy podejrzany jest w jakiejś bazie danych, a same laboratoryjne szczury przy okazji są super wysporotowanymi, wyszkolonymi policjantami, którzy w dzień badają włókna z ciała ofiar, w nocy ścigają przestępców na ulicach. Można by to jeszcze znieść, gdyby nie to, że najczęściej ciąg przyczynowo-skutkowy w tych serialach rwie się co rusz i w rzeczywistości można by ten cały bełkot usunąć bez żadnego wpływu na fabułę. Jak w ogóle można coś takiego oglądać?

W Backstrom tak źle nie jest. Większość zagadek jest całkiem nieźle skonstruowanych, nasi bohaterowi nie mają najnowocześniejszych technologii, więc muszą używać mózgu i iść w teren. Fabuła jest tak poprowadzona, żeby prawie do samego końca nie wiadomo było, kto jest tym złym, choć to akurat nie zawsze się udaje. Niemniej jednak ogląda się to znaczenie przyjemniej niż odmóżdżające i obrażające inteligencję chomika seriale typu CSI.

 

Warto dać mu szansę

Backstrom to może nie jest serial, który wbije was w fotel, będzie zaskakiwał na każdym kroku i nie da spać po nocach. Jest to jednak całkiem dobrze zrealizowany kryminał, z nieźle zbudowanymi zagadkami, interesującą postacią główną oraz dużą dozą czarnego humoru. Za nami dopiero pierwsze 4 odcinki, więc serial ma szansę jeszcze się rozwinąć. Ale już teraz ogląda się go co najmniej przyjemnie, bez odruchów wymiotnych, za to z częstym uśmiechem na twarzy. Jeżeli więc szukacie bardziej rozrywki niż historii, ale dość macie bycia obrażanymi przez słabe produkcje, to Backstrom może nieco przywrócić wam wiarę w ten gatunek.

Grafika: 1, 2 

Kamil Mizera

Dziennikarz technologiczny, blogger, felietonista. Od 2010 roku zawodowo pisze o technologiach, aplikacjach i Internecie. Co więcej, lubi to robić. O tempora, o mores!

Zobacz również: