Nowy, oryginalny sposób wykorzystania Snapchata

 

Snapchat co toCzy zastanawialiście się kiedyś jak popełnić zbrodnię idealną? To znaczy taką, po której nikt was nie nakryje i nie odprowadzi przed oblicze władzy w celu osądzenia? Cóż, skłamałbym gdybym powiedział, że nie! Chociaż nie jestem wielkim fanem kryminałów, wiem jednak, że jedną z najważniejszych zasad ukrywania swojego przestępstwa jest bycie dyskretnym. Do innych wniosków doszedł jednak Maxwell Marion Morton, szesnastolatek z amerykańskiego stanu Pennsylvania. Otóż zabił on swojego kolegę z klasy, a o swoim mało chwalebnym czynie pochwalił się wysyłając do znajomych dowód swojej zbrodni (zdjęcie) za pomocą Snapchata.

Jeden z odbiorców wiadomości zachował się niezwykle trzeźwo – zrobił zrzut ekranu i o zdarzeniu poinformował swoich rodziców, a Ci policję. Ta ujęła sprawcę morderstwa bez większych problemów. To kolejna ciekawa historia kryminalna związana z wykorzystywaniem mediów społecznościowych czy najnowszej technologii w ogóle. Zazwyczaj jednak przestępcy dają się wytropić przez swoją głupotę lub niewiedzę na temat tego jak aplikacje czy internet w ogóle działają. W przypadku zabójcy z Pennsylvanii trudno mówić o przypadku czy pomyłce, selfie ze swoja ofiarą było jak najbardziej świadomym ruchem.

Przypuszczam, że podobne sytuacje będą się zdarzać coraz częściej. Oczywiście, nie dlatego, że w ludziach ni stąd ni zowąd budzi się zew mordercy. To raczej naturalne, że łatwiejszy dostęp do narzędzi równoznaczny jest z częstszym ich wykorzystywaniem przez wielu różnych ludzi. Także wszelkiej maści sadystów i psychopatów, którzy wykorzystają każde dostępne narzędzie by pochwalić się swoimi czynami. Dobrym przykładem jest YouTube, który dzięki łatwości dostępu stał się narzędziem do szerzenia wielu, czasem skrajnych, ideologii czy brutalnych nagrań. Na szczęście, w tym przypadku łatwo jest takie wideo zgłosić do administratorów i w miarę szybko pozbyć się takich materiałów z sieci.

W przypadku Snapchata czy innych komunikatorów to raczej niemożliwe. Jakakolwiek próba prewencyjnego prześwietlania wiadomości ze stron twórców aplikacji będzie słusznie odebrana jako atak na prywatność użytkowników. Pozostaje nam tylko przyzwyczaić się, że coraz częściej będziemy słyszeć o podobnych wypadkach. To w zasadzie nic takiego – takie rzeczy przecież się zdarzały bez naszej wiedzy i zdarzać będą. To, że o nich słyszymy jest jedynie wynikiem lepszego dostępu do mediów i internetu. Coraz bliżej nam do świata przedstawionego w serialu Black Mirror

Źródło

Paweł Kański

Jestem internetowym zwierzem i jednocześnie łowcą LOL contentu, niepoprawnym fanbojem Twin Peaks i pankiem-weganinem. Uwielbiam nieszablonowe, dziwne kino i literaturę faktu. Dla "internetsów" piszę od kilku lat, głównie poruszając się w tematach technologiczno-sieciowych, ale zawsze ciągnęło mnie także w inne, mniej zbadane rejony. Na Culture Geeks mam nadzieję je spenetrować.

Zobacz również: