Oscary 2015 – zobacz nasze typy!

Najczęściej ściągane filmy

Już jutro odbędzie się coroczna ceremonia wręczenia nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej za rok 2014. O samych nagrodach można powiedzieć wiele – często są przyznawane na wyrost lub wybór laureatów dyktowany jest innymi czynnikami niż tylko wartości artystyczne. Jedno jednak musimy przyznać, to najważniejsze nagrody filmowe świata, a o ich zdobyciu marzą chyba wszyscy filmowcy. Dziś razem z Michałem postanowiliśmy podzielić się naszymi przewidywaniami na temat tegorocznych nagród w sześciu najważniejszych kategoriach – najlepszy film, nagrody aktorskie oraz najlepszy reżyser. Oto nasze typy!

Paweł: W tym roku brakuje 100% pewniaków, bo nie mamy żadnych epickich produkcji w stylu Titanica, Avatara czy Władcy PierścieniNie znaczy to jednak, że jest nudno, a wręcz przeciwnie – uważam, że rok 2014 był naprawdę bardzo interesujący, a do kin trafiło sporo bardzo ciekawych i równorzędnych produkcji. Wystarczy wspomnieć fantastyczny powrót Michaela Keatona (Birdman) czy film Boyhood, który był tworzony na przestrzeni 12 lat. W tym roku wybór jest trudny i w wielu kategoriach wskazanie zwycięzcy będzie niełatwe.

Michał: W tegorocznych Oskarach brakuje zdecydowanego faworyta. Są filmy, które wyróżniają się od reszty, ale są też obrazy, które moim zdaniem nie powinny się tam znaleźć (Gra Tajemnic i 8 nominacji? Bez żartów). Przede wszystkim trzeba przyznać, że w tym roku wśród najlepszych filmów zabrakło epickich historii i robionego z dużym rozmachem kina (może poza Hobbitem i Interstellarem, które przewinęły się w nominacjach technicznych). Przeważają historie kameralne i obyczajowe. Mam tylko nadzieję, że tym razem Akademia nie będzie zaskakiwać jakimiś niezrozumiałymi wyborami i wygra przede wszystkim dobre kino.

Oscar 2015 – najlepszy film

Paweł: Dla mnie wybór ten jest dosyć ciężki, ale wydaje mi się, że w tym roku na nagrodę zasłużył najbardziej Boyhood Richarda Linklater. To dzieło kompletne, chociaż niepozbawione drobnych wad. Jednak sam trud, jaki trzeba wnieść w film rozgrywający się w przeciągu 12 lat i problemy z jakimi twórcy i aktorzy musieli się mierzyć, budzi szacunek. W Boyhood nie ma niepotrzebnych scen czy zbyt dużej egzaltacji, a tempo filmu chociaż nie jest zbyt szybkie, potrafi widza całkowicie pochłonąć. Trwająca prawie 3 godziny opowieść o rodzinie i dojrzewaniu wydaje się lekka i łatwostrawna, chociaż podejmowana tematyka do najłatwiejszych nie należy. To właśnie najbardziej mi się podobało – Boyhood to jakość kina niezależnego, ale doskonale sprzedana i ujęta w hollywoodzkie ramy. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to najlepszy film ubiegłego roku.

Michał: W tym roku stawka filmów kandydujących do miana najlepszego jest bardzo zróżnicowana. Przede wszystkim nie rozumiem, co w tym gronie robi naprawdę słaba Gra Tajemnic. Znalazłoby się kilku innych kandydatów, którzy bardziej zasługiwali na bycie wśród nominowanych. Ale przejdźmy do meritum. Mój wybór najlepszego filmu zawęził się do dwóch pozycji – Whiplash Birdman - które wyraźnie wybijają się poza resztę stawki. W mojej opinii zdecydowanym zwycięzcą tej kategorii powinien zostać Birdman. Jest to film kompletny, znakomicie poprowadzony od strony reżyserskiej, fenomenalnie zagrany, nadzwyczaj ciekawie (i współgrający z całym zamysłem obrazu) nakręcony i do tego przemyślany w każdym calu. Historia byłego gwiazdora, który ma problem z powrotem na scenę, swoją rodziną i samym sobą kupiła mnie w całości. Dla takich filmów uwielbiam obcować z kinem! Jeśli wygra kto inny, będzie to dla mnie ogromna niespodzianka i zawód.

Najlepszy aktor pierwszoplanowy

Paweł: Tutaj wybór może być tylko jeden – Michael Keaton! Ten facet zrobił coś niebywałego! Po kilkunastu latach pobytu w drugiej lidze Hollywood powrócił w elektryzującym stylu i po prostu pozamiatał konkurencję. Zagrał świetną, auto-ironiczną rolę i rzucił wyzwanie całemu przemysłowi kinowemu, wytykając wielu swoim kolegom i koleżankom po fachu najbrudniejsze cechy. Jego występ w Birdmanie nie ma słabych punktów, to prawdziwa kosa i majstersztyk. Doceniam zwłaszcza fakt, że w pewien sposób musiał też sam zmierzyć się ze sobą. Grając, jakby nie patrzeć, podstarzałego aktora, który mierzyć się musi ze swoją własną niezbyt ambitną przeszłością. Mam nadzieję, że wkrótce zobaczymy więcej takiego Michaela Keatona – skupionego, ostrego i po prostu perfekcyjnego!

Michał: Zgadzam się z typem Pawła. Tylko Michael Keaton. Dostał scenariusz pod siebie, czegoś takiego nie można było zepsuć. Rola starszego faceta, aktora z nie do końca wykorzystanym potencjałem, trochę zapomnianego i szukającego drogi powrotu na szczyt. (Cóż panie Keaton, mam nadzieję, że właśnie to zrobisz i nie będziesz musiał uciekać się do popełniana scenicznego seppuku). Zawsze uwielbiałem go jako aktora, miał okazję zagrać swoją najlepszą rolę w życiu i chciałbym, żeby w końcu zostało to docenione. Jego rolę w Birdmanie porównuje się do występu Mickeya Rourke’a w Zapaśniku. Mam nadzieję, że Keaton nie podzieli tego losu i tym razem Akademia nie powtórzy jednego z największych błędów Oskarowych, jakie kiedykolwiek zrobiła, nie przyznając Rourke’owi Oskara. A może do tego dojść, bo w zanadrzu jest rola Eddiego Redmayne’a, który wcielił się w rolę Stephena Hawkinga, a jak wiadomo Hollywood lubi biograficzne laurki. Obym się mylił.

Najlepsza aktorka pierwszoplanowa

Paweł: Rosamund Pike – czy oczy tej ślicznej, sympatycznej blondynki mogą kłamać?  Aktorka, przygotowując się do roli w Zaginionej dziewczynie, postanowiła nam udowodnić, że tak. Te oczy mogą kłamać i to naprawdę dobrze. Na tyle dobrze, że na jej filmowy spisek nabrali się wszyscy, łącznie z jej filmowym mężem i całym otoczeniem. Amy Dunne, czyli bohaterka którą odgrywała, tkała misterną sieć intrygi przez długie lata i udało jej się nabrać prawie wszystkich. Rosamund Pike odnalazła się w tej roli naprawdę świetnie i z perfekcyjnej pani domu żyjącej w słodkim, amerykańskim „nigdzie” przeistacza się w królową oszustw. Złapana na gorącym uczynku, zamiast się zarumienić i wycofać po prostu zmienia strategię. Lód i opanowanie!

Michał: Brakuje mi tutaj zdecydowanej faworytki. Jest dobra rola Rosamund Pike, jest poprawny występ Felicity Jones, no i jest oczywiście Julianne Moore. Mój typ skieruję na nią. To już piąta nominacja tej aktorki, chyba najwyższy czas uhonorować ją nagrodą. Z jednej strony byłbym z tego zadowolony (bo to naprawdę znakomita aktorka), z drugiej nie wiem, czy to jej najlepsza rola, za którą powinna dostać nagrodę. Still Alice jest filmem do bólu przeciętnym, który wyróżnia bardzo dobra rola Moore (ale nie wybitna) i temat, który porusza (choroba Alzhaimera). I boję się, że przeciętność filmu może zblokować ewentualne przyznanie statuetki. Obym w tym przypadku również się mylił.

Najlepszy aktor drugoplanowy

Paweł - Podobnie jak w przypadku najlepszego aktora pierwszoplanowego nie miałem wątpliwości, że nagrodę powinien dostać J.K. Simmons. To właśnie on sprawił, że Whiplash jest tak dobrym filmem, a oglądając go sam zacząłem się bać odgrywanej przez niego postaci. To jedna z tych ról, o których mówi się „brawurowa”. Simmons po prostu wszedł w ciało i umysł opętanego manią perfekcjonizmu dyrygenta i przyćmił swoją obecnością całą resztę bohaterów i wydarzeń, wyssał z nich wszystko do cna. Mistrzostwo!

Michał: W przypadku tej kategorii zastanawiam się nad dwoma nazwiskami. W Birdmanie zauroczył mnie Edward Norton, który swoją brawurową rolą przyciąga do ekranu i kradnie niemal każdą scenę, gdzie występuje. Drugim typem jest J.K. Simmons z Whiplash. Dyrygent-nauczyciel z zacięciem sadystycznego kaprala w wojsku (ktoś jeszcze miał Full Metal Jackett przed oczami?), który uczy techniki grania jazzu. I ostatecznie postawię na niego. J.K. Simmons stworzył postać jednego z największych kinowych badassów ostatnich lat. Cyniczny, złośliwy, mściwy, przy tym doskonale maskujący i udający swoje emocje. Przez większość seansu Whiplash nie miałem pojęcia, co nowego wymyśli, i drżałem przed tym, kiedy przekroczy kolejne granice. I prawdę powiedziawszy, nie zawiódł mnie do końca filmu.

Najlepsza aktorka drugoplanowa

Paweł – w tym roku kategoria ta obsadzona jest wyjątkowo słabo. Jedyną aktorką, która nieco się wyróżnia, jest Patricia Arquette, która podobnie jak Michael Keaton powraca znad hollywoodzkiej krawędzi zapomnienia. Jej rola w Boyhood przypomina mi nieco cały ten film – jest statyczna, naturalna i dojrzała, nie stara się swoją grą nikogo przekonać do siebie na siłę. To w dzisiejszych czasach zdecydowanie duży plus!

Michał: Mógłbym ponarzekać na Boyhood (i jeszcze to zrobię), ale w przypadku aktorki drugoplanowej dla mnie wybór jest oczywisty – Patricia Arquette. Gwiazda pierwszej połowy lat 90. szybko popadła w zapomnienie. W ostatnim filmie Linklattera w końcu mogła ponownie pokazać swój talent. Rola doświadczonej przez życie matki, która chce zrobić wszystko jak najlepiej dla swoich dzieci (co, dodajmy, nie zawsze jej wychodzi), jest ujmująca i przejmująca. Zarówno sam Boyhood, jak i postać Arquette to niby nic nadzwyczajnego, na swój sposób proza życia, ale chyba w tej prostocie drzemie to, co mnie ujęło w jej występie. Poza tym uwielbiam historie powrotów gwiazd z przeszłości. Jakikolwiek inny wybór przyjmę z niezadowoleniem. P.S. Czy ktoś może mi wytłumaczyć, co w tym gronie robi Keira Knightley?

Najlepszy reżyser

Paweł: krótka piłka – Alejandro González Iñárritu to po prostu reżyser, który na Oscara zasługuje. Nie tylko za świetnego pod prawie każdym względem Birdmana. Patrząc na jego filmografię, możemy znaleźć same perełki - Amores perros, 21 gram, Babel (chyba najsłabsza z wymienionych przeze mnie pozycji) i rewelacyjny Biutiful potwierdzają, że ten Meksykanin wie, jak robić świetne, przemyślane dzieła. Birdman to film, w którym nic nie jest przypadkowe, a w dodatku od strony technicznej to prawdziwa perełka  i majstersztyk. Iñárritu wyciągnął ze swoich aktorów wszystko co najlepsze, a nieco duszna, pełna napięcia i gęsta atmosfera filmu sprawia, że trudno o nim zapomnieć. Czekam na więcej!

Michał: Bez cienia wątpliwości nagrodę powinien zdobyć Alejandro González Iñárritu. Najlepszy twórca najlepszego filmu roku. Meksykanin znakomicie zapanował nad całym obrazem, tworząc wielowątkową, prowadzoną na kilku płaszczyznach spójną historię. Birdman jest tylko potwierdzeniem jego znakomitego talentu. Zagrozić mu może chyba jedynie Richard Linklater. Chociaż o Boyhood mówi się raczej w kontekście sposobu jego tworzenia (czy o tym filmie byłoby głośno, gdyby powstał w tradycyjny sposób?), to sam zamysł jest naprawdę ciekawy. Ale czy to wystarczy, by zostać uhonorowanym statuetką najlepszego reżysera? Mam nadzieję, że nie. W grze może jeszcze zaistnieć Wes Anderson, ale jego The Grand Budapest Hotel jest dla mnie sporym zawodem i nie chciałbym, by ten naprawdę dobry reżyser otrzymał Oskara za swój nienajlepszy film. A czy wspominałem już coś o nominacjach dla Gry Tajemnic? Takie wyróżnienie dla Mortena Tylduma jest nieśmiesznym żartem ze strony Akademii. W tym miejscu powinien znaleźć się chociażby David Fincher za swoją świetnie nakręconą Zaginioną Dziewczyną.

 

Paweł Kański

Jestem internetowym zwierzem i jednocześnie łowcą LOL contentu, niepoprawnym fanbojem Twin Peaks i pankiem-weganinem. Uwielbiam nieszablonowe, dziwne kino i literaturę faktu. Dla "internetsów" piszę od kilku lat, głównie poruszając się w tematach technologiczno-sieciowych, ale zawsze ciągnęło mnie także w inne, mniej zbadane rejony. Na Culture Geeks mam nadzieję je spenetrować.

Zobacz również: