Porzućcie nadzieje. Nie będzie tanich ebooków w Unii Europejskiej

ibooks

Jeżeli lubicie czytać książki w elektronicznej formie, ale irytuje was, że ich ceny są zbyt wysokie, to niestety, ale mam dla was złą wiadomość. Nie będą niższe. Podziękować za to możemy Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej. O co chodzi?

Od dawna w Unii toczy się cicha batalia o to, czy ebooki można traktować jako książki. Niestety, ale unijne prawo nie rozpoznaje ich jako książek, ale jako usługę internetową. Różnica, choć pozorna, jest diametralna, gdyż oznacza ona inną stawkę podatku VAT dla jednego i drugiego produktu. O ile VAT nakładają same państwa zainteresowane, o tyle mają one jasne dyrektywy co do poziomu owego podatku dla konkretnych kategorii usług i produktów.

Niestety, w UE ebooki są sklasyfikowane jako usługa internetowa. Niektóre państwa nie zgodziły się jednak z taką interpretacją. Dla przykładu Francja jak i Luksemburg w swoim czasie zrównały VAT na ebooki do poziomu podatku dla papierowych książek. W ten sposób ebooki mogły lepiej konkurować z drukowanymi książkami, a czytelnicy mogli za nie płacić relatywnie mniej, niż za papier. We Francji ten podatek wynosił więc 5,5%, a w Luksemburgu zaledwie 3%, czyli tyle samo, co za normalne książki. Niestety, przeciwko tym krajom procedurę przed Trybunałem wszczęła Komisja Europejska. Ostateczna decyzja Trybunału nie pozostawiła żadnych wątpliwości. Ten zaś uznał, że ebooki nie mogą być objęte niższą stawką VAT, gdyż nie są książkami, a usługą internetową. Rzecz rozeszła się o nośnik. Papier jest fizycznym nośnikiem. Gdyby ebooki były sprzedawane na płytach CD, to mogłyby być objęte niższą stawką. Ale wtedy mijałoby się to z cele, nieprawdaż?

Wyrok ten oznacza, że oba te kraje będą musiały podwyższyć VAT na elektroniczne książki. Jest to również sygnał dla innych krajów, że obniżenie VAT-u na ebooki zakończy się w ten sam sposób. Oczywiście, Trybunał nie miał większego wyjścia, gdyż to nie zachcianka sędziów, ale prawo Unii jest przyczyną tego stanu rzeczy. By ebooki były tańsze, Unia musiałaby prawnie uznać je za książki, a nie usługę internetową. Ale raczej na to się nie zanosi, przynajmniej w najbliższym czasie, a przeciwko temu bez wątpienia wystąpią niektórzy wydawcy czy księgarze, którym tanie ebooki mogą zaszkodzić w prowadzeniu biznesu.

Z naszej, polskiej perspektywy, wyrok ten nie ma większego znaczenia. Choć swego czasu toczyła się debata nad zrównaniem ebooków z książkami i obniżeniem VAT-u na nie, to została ona ucięta tym samym argumentem, którym posłużył się Trybunał. Dlatego też nie mamy na razie co liczyć na to, że ceny ebooków znacząco spadną.

Osobiście uważam, że ta sprawa pokazuje tylko to, jak prawo nie jest w stanie nadążyć nad zmieniającą się rzeczywistością. Logicznie rzecz ujmując, ebook to po prostu książka. Różni się od drukowanej pozycji jedynie formatem. Co zabawne, za ów cyfrowy format, który jest tańszy i bardziej ekologiczny należy płacić więcej, niż za zużywanie papieru. Monty Python w pełnej krasie.

Kamil Mizera

Dziennikarz technologiczny, blogger, felietonista. Od 2010 roku zawodowo pisze o technologiach, aplikacjach i Internecie. Co więcej, lubi to robić. O tempora, o mores!

Zobacz również:

  • Kazimierz Kurz

    Autor wpisu nie rozumie o czym pisze. Niestety w dzisiejszych czasach to powszechna przypadłość dziennikarzy!
    Załóżmy że zakupiłem e-booka.
    Proponuję autorowi by odpowiedział na następujące pytanie: czyją własnością jest to co zakupiłem?

    Dopiero po prawidłowej odpowiedzi na to pytanie, autor mógłby sensownie oceniać prawodawstwo o którym się wypowiada!

    • KamilMizera

      Autor komentarza nie rozumie o czym pisze autor tekstu. Autor tekstu nie podważa, że ebooki są prawnie uznane za usługę i rozumie z czego to wynika. Autor tekstu również jasno pisze, że Trybunał nie miał innego wyjścia, jak uznać rację Komisji Europejskiej. Autor co najwyżej implikuje, że tak być nie powinno – ebooki nie powinny być traktowane jak usługa, z wszystkimi implikacjami tego stwierdzenia. Autor tekstu jest jednak realistą dlatego nie widzi większych szans na zmianę tego stanu rzeczy w najbliższej przyszłości.

      • Kazimierz Kurz

        _”ebooki nie powinny być traktowane jak usług”_ – no ale taki stan rzeczy wymaga by nią nie były! Przecież nie można oczekiwać że prawo będzie traktowało coś co jest powiedzmy samochodem, jako nie samochód.

        Wszelkie rozważania o tym jak „ważne dla kultury sa e-booki” są tylko próbą wywierania nacisku w interesie graczy w rodzaju Amazona. Skoro sa takie ważne dla kultury – niech Amazon sprzedaje je jako rzeczy a nie jako usługę. Skoro tego nie robi, to nie ustawodawca, ale Amazon ma w 4-rech literach kulturę a chce zwyczajnie kontrolować produkt który sprzedaje w zakresie znacznie większym niz tylko sprzedaż klientowi, na dodatek skrupulatnie przed nim ten fakt ukrywając i zaciemniając ( bo gdyby informacja ta była eksponowana, mało kto by kupował? Tego nie wiemy, ale znaczące jest ze Amazon tak sądzi skoro ukrywa! ) .

        Dlatego podkreślę jeszcze raz to co pisze od kilku lat: każdy kto kupuje e-booka nie rozumiejąc albo ignorując fakt że kupuje usługę a nie rzecz, postępuje dokładnie tak samo jak ktoś kto oddaje swoje dane osobowe Facebookowi sadząc że „i tak nikogo one nie interesują” Regulaminy sa po ro by je czytać i rozumieć, i najwyższy czas wreszcie pojąć, że świat współczesny wcale nie jest miejscem przyjaznym dla klienta – na razie idzie o ebooki i zdjęcia kotów, ale pamiętajcie państwo że jutro będzie szło o usługi ubezpieczeniowe i dostęp do kredytu. I informacje na temat tego co czytacie – będą kupowane od Amazona i brane pod uwagę.

        • KamilMizera

          Proszę spojrzeć na moją odpowiedź do wcześniejszego komentarza.

  • Kazimierz Kurz

    Przepraszam za może nico zbyt obcesowy komentarz, ale sprawa była
    dyskutowana tyle już razy, w tylu miejscach! Mało tych wszystkich
    doniesień ze sprzedawcy szpiegują użytkownika, mało doniesień o tym że
    Amazon legalnie usuwał z kindli legalnie zakupione ebooki ( nomen omen
    chodziło o ebook Rok 1984 Orwella) bo jak sie okazało sam złamał jakąś
    licencję ją sprzedając?

    Nie można mieć i nie mieć pewnej formy. Albo sie sprzedaje rzecz albo usługę.

    Podobnie
    jak Pan oceniam szkodliwość takiej formy usługi. Nie należy zatem narzekać na ustawodawce, tylko go wspierać w dążeniu do ograniczenia
    tego rodzaju ( legalnych) praktyk rynkowych, w tym poprzez nakładanie
    podatków.

    • KamilMizera

      Panie Kazimierzu, jesteśmy po tej samej stronie. Ale widzimy chyba inne sposoby na rozwiązanie tego problemu. Ustawodawca nie powinien karać czytelnika wyższym kosztem, tylko po to, by ograniczać złe praktyki podatkami. Ustawodawca powinien uznać, że książka w formie cyfrowej nie jest usługą, ale rzeczą i zakupiona należy do właściciela w takim sam sposób, jak fizyczna książka. W ten sposób ustawodawca może ograniczyć złe praktyki i właśnie w tym kontekście piszę, że nie nadąża za rzeczywistością. Ale jak napisałem, jesteśmy zgodni, co do tego, że obecny stan rzeczy jest zły.