Postnuklearna Ziemia i skazańcy walczący o życie: oto The 100

the 100 logo

Seriale science-fiction mają to do sobie, że naprawdę ciężko je oceniać. Wśród licznych tytułów można znaleźć prawdziwe perełki, jak i straszliwe gnioty. Co jednak ciekawe, bardzo często to właśnie gnioty potrafią wciągać na długie godziny i dostarczać sporo rozrywki. Dlatego często w przypadku tego gatunku pozory mylą, o czym przekonałem się przy okazji serialu The 100.

The 100 to produkcja, którą właściwie skazałem na zapomnienie, nim nawet ją poznałem. Z opisów i zdjęć wynikało, że będzie to kolejna opowiastka dla nastolatków z nastolatkami, tylko że w klimatach science-fiction. Postanowiłem dać mu jednak szansę i mocno się zaskoczyłem.

Oś fabularna serialu jest zbudowana na starej koncepcji postapokalipsy, ale wnosi sporo ciekawych elementów. Otóż ludzkość postanowiła sama się zniszczyć wywołując wojnę atomową, która zmiotła nasz gatunek z powierzchni ziemi. Ale od czego jest kosmos? W tym czasie wokół planety krążyły stacje badawcze z załogami na pokładzie. Ich dowódcy postanowili połączyć siły i stworzyli jedną wielką stację nazwaną Arką, która miała pozwolić ludzkości przetrwać do momentu, aż Ziemia będzie znów zdatna do zamieszkania. Pokolenia rodziły się i umierały, a życie toczyło się nader leniwie do czasu, gdy okazało się, że zaczyna brakować tlenu, a sprzęt jest zbyt stary, bo naprawić ten problem. Postanowiono więc zesłać na Ziemię 100 młodocianych przestępców i sprawdzić, czy ci przeżyją na postnuklearnej planecie. I tutaj zaczyna się zabawa.

arka

The 100 to serial w klimatach survivalowych. Skazańcy muszą przetrwać na Ziemi otoczeni przez wrogie środowisko, bez potrzebnego ekwipunku. Planeta okazuje się nie być jednak tak niezamieszkała, jak to się wszystkim wydawało. Czeka ich więc walka zarówno z siłami natury, jak i z zewnętrznym zagrożeniem, o wewnętrznym nawet nie mówiąc.

Serial ten powiela wiele schematów i bazuje na nich. Jeżeli na myśl przychodzi wam The Lost, to macie rację. Po raz kolejny mamy więc podział ról. Jest jeden brutal, jeden szaleniec, jest geek, jest zdroworozsądkowiec, jest ktoś, komu zależy. Mamy więc postacie szlachetne i złe. To, co jednak jest mocną stroną tego serialu, to rozwój głównych bohaterów. Początkowe zachowania, role i cechy pod wpływem pobytu na Ziemi zaczynają się zmieniać. W pewnym momencie już nie wiadomo, kto jest szaleńcem, a kto tym dobrym.

Oprócz samych perypetii wysłanych na planetę skazańców możemy obserwować dalsze losy ludzi, który zostali na Arce, gdzie trwa walka o wpływy, toczy się brutalna gra o przeżycie. I tutaj początkowe role się odwracają, a postacie ewoluują.

The 100 to serial, w którym ciągle musi się coś dziać, stan zagrożenia jest permanentny. I dobrze, bo dzięki temu nie nudzimy się za szybko. Co istotne, historia zmienia się bardzo dynamiczne, wprowadzając nowe, zaskakujące elementy. Nie jest to jednak dzieło szczególnie wybitne. Wiele wątków fabularnych już gdzieś, kiedyś widzieliśmy. Do tego historia nie zawsze trzyma się przysłowiowej „kupy”, a ciąg przyczynowo-skutkowy jest naruszany dla podkręcenia akcji. Na domiar złego sama postapokaliptyczna Ziemia wydaje się być przerysowana. Ledwie 100 lat minęło o atomowej wojny, a opisany regres raczej odpowiadałby setkom, jeżeli nie tysiącom lat. Do tego trzeba dodać jeszcze okolicznościowe, nader infantylne próby budowania pseudonaukowych wątków plus oczywiście stare, dobre momenty wzmożenia „patriotycznego” czy miłosnego.

The 100 to serial nierówny, ale jednak mający coś w sobie. Wartka akcja, ciekawa koncepcja, wciąż zmieniająca się fabuła, dojrzewające postacie. Serial trzyma w napięciu, nie jest pozbawiony brutalności i niespodzianek. Choć wydawać by się mogło, że jest to produkcja skierowana raczej do nastolatków, to jednak nie trzeba mieć naście lat, żeby z przyjemnością oglądać ten obraz. The 100 to kawał dobrej rozrywki, jeżeli na chwilę nałożymy różowe okulary na nieścisłości i niektóre „młodzieżowe” wątki. Przypomina mi nieco Igrzyska Śmierci, choć moim zdaniem bardziej się trzyma „kupy”, jest dojrzalszy i znacznie bardziej brutalny. Jeżeli jednak lubicie filmy w takich klimatach, to The 100 powinno przypaść wam do gustu.

Grafika

Kamil Mizera

Dziennikarz technologiczny, blogger, felietonista. Od 2010 roku zawodowo pisze o technologiach, aplikacjach i Internecie. Co więcej, lubi to robić. O tempora, o mores!

Zobacz również: