Super Bowl XLIX: puchar, halftime show, reklamy – czyli coś więcej niż mecz

Super Bowl 49, źródlo: nfl.com

49. Super Bowl za nami. Mistrzostwo ligi NFL wróciło do stanu Massachussets, New England Patriots po emocjonującym meczu pokonali Seattle Seahawks i po dziesięcioletniej przerwie ponownie zdobyli najważniejsze trofeum w tych rozgrywkach. Jednak Super Bowl to od dawna nie tylko mecz, ale też telewizyjne show i wydarzenie popkulturowe. Rzućmy okiem, co się wczoraj działo na University of Pheonix Stadium.

Ranga wydarzenia, jakim jest Super Bowl, rośnie z każdym rokiem. Jeszcze kilkanaście lat temu było to show znane głównie Amerykanom, na które reszta świata, poza grupami prawdziwych zapaleńców, patrzyła ze zdziwieniem. Jednak machina promocyjna ligi NFL, otoczka związana z meczem, walka największych marek o możliwość zareklamowania się w trakcie meczu oraz występy najsławniejszych gwiazd popkultury spowodowały, że dziś o Super Bowl trudno nie usłyszeć, nawet jeśli nie ma się zielonego pojęcia o samej dyscyplinie futbolu amerykańskiego.

Oto szybki przegląd tego, co się wczoraj wydarzyło na stadionie w Glendale, o czym będą mówić media przez najbliższe kilka dni (kto wie, może tygodnie, a pewne rzeczy na pewno zostaną zapamiętane na lata) i czy potencjalna ponad 160 milionowa widownia na całym świecie (jak kalkulują niektóre media) mogła być zadowolona z całego widowiska?

Danie główne: Mecz

Nie będę się rozpisywać o przebiegu całego meczu. New Englands Patriots wygrali 28:24, bo byli drużyną lepszą. Jednak wydarzenia z ostatnich dwóch minut spotkania będą przywoływane wielokrotnie. Drużyna z Seattle mogła ten mecz odwrócić na swoją korzyść. Ofensywa dowodzona przez quarterbacka Russella Wilsona skutecznie zdobywała kolejne jardy. Gracze Seahawks nie mogli nawet mówić o braku szczęścia, gdy w zadziwiający sposób Jermain Kearse złapał piłkę:

Super Bowl kearse-catch

Zapewne w tym momencie wszystkim fanom Patriots przed oczami musiała stanąć ta akcja (znana jako tzw. „helmet-catch), która w 2008 roku przypieczętowała ich porażkę w Super Bowl przeciwko New York Giants. Jednak to nie był koniec emocji. Po chwili gracze z Seattle przenieśli piłkę 1 jard przed polem punktowym i mieli jeszcze 3 próby na rozegranie tej akcji, mniej niż minutę do końca spotkania oraz 1 czas do wzięcia. Czy możliwe było niezdobycie punktów w takiej sytuacji? Cóż, sport pisze się własnymi prawami…

99,9% trenerów futbolu amerykańskiego i zapewne 100% osób oglądających chociaż nawet okazyjnie tę dyscyplinę sportu rozegrałoby akcję biegiem, oddając piłkę jednemu z najlepszych pod względem tego aspektu gry zawodnikowi – Marshawnowi Lynchowi (jego pseudonim – „Beast Mode” – ma swoje uzasadnienie). Tymczasem byliśmy świadkami czegoś kompletnie innego. Seahawks zdecydowali się rozegrać tę akcję podaniem, co skończyło się dla nich tragedią i utratą marzeń o zdobyciu pucharu. Obrońca drużyny Patriots przejął podanie, praktycznie zapewniając swojej ekipie mistrzostwo. O drużynie z Seattle można powiedzieć, że Karma’s a Bitch, gdyż dokładnie dwa tygodnie wcześniej to oni byli na ustach całej Ameryki, gdy w ciągu ostatnich dwóch minut odwrócili losy meczu przeciwko Green Bay Packers i awansowali do Super Bowl… Tak się tworzy widowisko i historię w sporcie w Stanach Zjednoczonych.

Pod względem sportowym widzowie nie mogli czuć się zawiedzeni. Świetny poziom meczu, ogromne emocje i końcówka, która będzie wspominana przez lata, czego chcieć więcej?

Przystawka: Halftime show

Drugą rzeczą, o której mówi się najwięcej w kontekście Super Bowl, jest tzw. Halftime show, czyli występ zaproszonego wykonawcy (i jego gości) w trakcie przerwy meczu. Przed piosenkarzami stoi niełatwe zadanie, gdyż w ciągu 12 minut muszą zaprezentować coś, o czym największa widownia, przed którąkolwiek grali (wliczając telewidzów), powinna wspominać przez długi czas. W ostatnich 20 latach byliśmy świadkami znakomitych występów (Michael Jackson, Prince, Bruno Mars), tych poprawnych (Madonna, The Who, The Rolling Stones), jak i tych, o których należałoby jak najszybciej zapomnieć (Black Eyed Peas). Jak się w to wszystko wpisuje tegoroczny występ w wykonaniu Katy Perry z gościnnym udziałem Lenny’ego Kravitza i Missy Elliot?

Urodzona w Los Angeles piosenkarka postawiła na show, a że było to show dość specyficzne i przepełnione kiczem? No cóż… Katy Perry rozpoczęła swój występ od piosenki Roar i… wjazdu na stadion na grzbiecie wielkiej imitacji złotego tygrysa, ale spokojnie, potem było już tylko gorzej:

Katy Perry, superbowl, źródło: http://img2.timeinc.net/people/i/2015/news/150216/katy-perry-2-800.jpg

Później byliśmy raczeni gościnnym występem Lenny’ego Kravitza (na tyle krótkim i symbolicznym, że co mniej uważni widzowie mogli to przegapić), zmianą scenografii na „tropikalną wyspę”, w której piosenkarce towarzyszyli tancerze przebrani za plażowe piłki, deski surfingowe i osławione już w internecie rekiny. Kolejną częścią programu (i chyba najlepszą) był szybki mix piosenek następnego gościa – Missy Elliott – i dostaliśmy finał. A w nim – uwaga, tak było, to nie żart – Katy Perry latała nad boiskiem podwieszona pod konstrukcję przypominającą iluminującą gwiazdę betlejemską, z której ogona były wystrzeliwane fajerwerki, po czym mogliśmy wrócić do meczu. Uff…

Rozumiem, że miał być show, że nie należy do końca rozpatrywać tego w kategoriach wydarzenia kulturalnego, ale widowisko Katy Perry wywindowało poprzeczkę osiągniętego kiczu tak wysoko, że ciężko będzie to przebić w następnych latach (ktoś jeszcze pamięta wjazd Madonny na rydwanie?). I choć za oceanem halftime show media przyjęły pozytywnie (Rolling Stone, Billboard), tak ja jestem daleki od takiej oceny. Za dużo „dziwnej” formy i pomysłów (tańczące rekiny, naprawdę?), za mało treści. Trochę na zasadzie „nieważne, co mówią, ważne, żeby w ogóle mówili”. Bardziej przekonują mnie występy, których proporcje są lepiej wyważone (świetny Bruno Mars w zeszłym roku). Kolejnego artystę w przyszłym 50.(!) Super Bowl będzie czekało niezwykle ciężkie zadanie, by zapaść widzom w pamięci.

Snack time. Reklamy

Super Bowl to także, a może już przede wszystkim, telewizja i reklamy. Największa publiczność kusi firmy do tworzenia specjalnych reklam na tę okazję i choć ceny są astronomiczne (w tym roku za wyemitowanie 30-sekundowego spotu telewizja NBC zażądała 4,5 mln dolarów!), a prezentowane reklamy nie zawsze są udane, przez co mogą odnieść odwrotny skutek, to chętnych nie brakuje. Reklamy w trakcie Super Bowl stały się oddzielną dziedziną sztuki marketingu. Są to spoty, na które (wbrew prawom logiki zmęczonego reklamami konsumenta) czeka się z zaciekawieniem. Wiele z nich przeszło do historii telewizyjnego marketingu (Apple 1984Pepsi 1992, McDonalds 1993  Budweiser 1995, GoDaddy 2013). A co mogliśmy zobaczyć w tym roku? Może nie były to reklamy, które zostaną zapamiętane na lata, ale spośród nich można wybrać kilka ciekawszych obrazów.

Największe uznanie wśród widzów zdobyła reklama Budweisera, która została zaprezentowana kilka dni przed Super Bowl. Lekka, wzruszająca, ze szczeniakiem w roli głównej, który odnajduje swoją drogę do domu. Osobiście nie jestem zachwycony tym obrazem, gdyż jest dość sztampowy i zbyt sentymentalny, ale ogląda się go dość przyjemnie:

 

Dużo kontrowersji wzbudziła nowa reklama specjalistów od tego typu spotów – GoDaddy (zobacz wyżej przywołany obraz z 2013 roku). Otóż postanowili oni zagrać z pomysłem z reklamy Budweisera i przedstawili podobną historię. Widzimy rodzinę, której zaginął szczeniak. Ten po długiej i trudnej wędrówce wraca do swoich właścicieli, po czym ci… sprzedają go do adopcji. Spot ten wywołał ogromną burzę, podniosły się głosy, że zbyt brutalnie gra na emocjach telewidzów. Ostatecznie GoDaddy nie zdecydował się na emisję reklamy w trakcie SuperBowl i zastąpił ją inną, bardzo nijaką. Wielka szkoda, bo to był świetny twist fabularny i gra z widzem, a czy brutalna? Nie przesadzałbym, gorsze obrazy trafiały (i trafiają, o czym za chwilę) na ekrany telewizorów w przerwie meczu. Oto ten niewyemitowany spot:

 

Z kolei największe kontrowersje wśród wyświetlonych reklam wzbudził spot zaprezentowany przez Nationwide. Przedstawia on monolog chłopca, który wymienia rzeczy, jakich już nie zrobi, ponieważ … zmarł na skutek wypadku. Ciekawy i zaskakujący sposób reklamy ubezpieczeń, nieprawdaż? Dosadny obraz, który choć spotka się z ogromną krytyką, uważam za bardzo dobry i przemawiający do świadomości widzów:

 

Nie zabrakło w tym roku także reklam na wesoło. W tej kategorii prym moim zdaniem wiedzie spot zaprezentowany przez producenta chipsów Dorritos. Obraz gra ze stereotypami, typową sytuacją z życia, jest nakręcony ze smakiem i tzw. „jajem”, a przede wszystkim zaskakuje i bawi. Świetna robota!

 

Nie mogło zabraknąć także reklam „społecznych”, która w tym przypadku została zaprezentowana przez firmę Always. Obraz ten w bardzo ciekawy i poruszający sposób pokazuje moc wypowiadanych słów i siłę stereotypów w społeczeństwie. Ciekawy pomysł i realizacja. Reklama została bardzo ciepło przyjęta przez kobiety:

 

Na koniec przedstawię jeszcze reklamę Toyoty Camry, która wywołała ogromne poruszenie w Stanach Zjednoczonych, a nie do końca będzie w ten sam sposób odbierana w reszcie świata (a przynajmniej jej ostatnie 10 sekund). Dlaczego? Przekonajcie się sami:

 

Były to moim zdaniem najciekawsze spoty wyświetlone w tym roku. Oczywiście nie zabrakło reklam kompletnie nieudanych (nudny Microsoft, nieśmieszny Fiat czy „bardziej nijakiej reklamy nie da się zrobić” Lexus), ale mimo wszystko ogólny poziom prezentowanych materiałów był dość dobry. Może nie ma żadnego obrazu, który zapadnie w pamięci na lata, ale pozwalały miło (o ironio!) spędzić czas w przerwach meczu.

Super Bowl, czyli coś więcej niż mecz

Super Bowl nie można traktować już tylko w kategoriach samego meczu. Jest to pełnoprawny produkt medialny, w skład którego wchodzą pomniejsze elementy. W tym roku miały swoje momenty wzlotów i upadków. Z jednej strony bardzo dobry mecz i dość ciekawe reklamy, z drugiej strony wypełniony do bólu kiczem występ Katy Perry. Jestem naprawdę ciekawy, znając gigantomanię amerykańskich producentów telewizyjnych, co zobaczymy w przyszłym roku, gdy będzie nas czekać 50. edycja Super Bowl. Mam nadzieję, że jedna rzecz mnie nie zawiedzie, a będzie to poziom sportowy, jaki zaprezentują dwaj finaliści, ponieważ nawet najlepsza otoczka wydarzenia nie uratuje nieciekawego widowiska, które będzie się toczyć na boisku.

Michał Adamski

Niepoprawny pesymista, miłośnik wodnej fauny i gramatyczny nazista. Fanatyk filmów Sergio Leone, spaghetti westernów i ogólnie pojętego kina exploitation. Lubi nowe technologie, tenis, football amerykański oraz uwielbia poświęcać wolny czas na gry komputerowe, a w szczególności te, które już przekroczyły wiek pełnoletności.

Zobacz również: