Tajemnice XX wieku: czy dmuchanie w kartridże do Pegasusa pomagało w uruchamianiu gier?

Konsola Pegasus NES

W końcu ktoś pochylił się nad tym, jakże ważnym problemem, który dotykał każdego posiadacza konsoli Pegasus czy innego NES-a. Dla tych, którzy nie pamiętają krótko wyjaśnię sprawę. Otóż wspomniane urządzenia obsługiwały tzw. kartridże, czyli opakowane plastikiem elektroniczne karty na których zapisane były gry. Do konsoli należało je wcisnąć na siłę, ale z powodu ich specyfiki i konstrukcji, gry często nie chciały się uruchomić. Zamiast nich na ekranie można było wtedy zobaczyć dziwne, migające obrazy lub tzw. glitche. Dla wielu z nas jedną z opcji poprawienia działania gry było wyjęcie kartridża i dmuchnięcie w część, którą wsadzało się do konsoli. Teoretycznie miało to pomóc w bezproblemowym uruchomieniu gry. Tylko czy naprawdę pomagało?

Zobacz też: Najdziwniejsze akcesoria do grania (i nie tylko) – część 1

Sprawie już kilka lat temu przyjrzał się Chris Higgins z magazynu Mental Floss. Co więcej, przeprowadził mały, domowy eksperyment, który miał odpowiedzieć na to jakże ważne, monumentalne w tamtych czasach pytanie. Czy dmuchanie w kartridża od konsoli pomagało w uruchomieniu gry? Otóż pytanie to nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ale samo chuchanie prawdopodobnie nie pozostaje bez wpływu na materiały z których elektroniczna płytka była zrobiona.

Glitch z NES-a

Skąd w ogóle wynikały problemy z odtwarzaniem gier? To wszystko przez konstrukcję wspomnianych nośników i sposób łączenia ich z czytnikiem w konsoli. Czasem, po włożeniu ich do Pegasusa nie stykały się one zbyt dobrze, stąd na ekranie zamiast ekranu startowego można było zobaczyć kolorową mozaikę pikseli. Najlepszym rozwiązaniem było wyjęcie kartridża i włożenie go raz jeszcze, według klasycznej zasady „a próbował pan/pani wyłączyć i włączyć jeszcze raz”? Ponowne wykonanie tej czynności powinno rozwiązać problem. Wielu z nas (posiadaczy kultowego Pegasusa) stosowało jednak wspomnianą metodę, która polegała na konkretnym przedmuchaniu wejścia kartridża, na wypadek gdyby łączność z konsolą była w jakiś sposób zablokowana przez np. kurz lub inne, fizyczne przeszkody. W efekcie nigdy nie wiadomo było czy pomogło przeczyszczenie łączy, czy po prostu ponowne, poprawne włożenie karty z grą. Być może w wielu przypadkach chodziło o efekt placebo – „skoro przedmuchałem i gra się uruchomiła, to znaczy, że to działa”. W praktyce jednak, nie ma na to żadnych dowodów.

Samo dmuchanie mogło nie pozostawać bez wpływu na elektroniczne komponenty kartridża. Szczególnie że wilgotne i ciepłe powietrze może być zgubne dla elektroniki. Dlatego wspomniany już na początku Chris Higgins przeprowadził prosty eksperyment. Wykorzystał do niego dwa takie same kartridże: na jedną z nich dmuchał codziennie, a drugą zaś traktował zupełnie normalnie. Po miesiącu zrobił im zdjęcie, które pokazuje, że płytka na którą chuchał ma wyraźne oznaki zniszczenia. Mogą to być ślady wilgoci lub korozji, które przy dłuższym trwaniu eksperymentu mogły doprowadzić do fizycznego zniszczenia kartridża. Oto dowód:

Dwa kartridże po miesiącu użytkowania

 

Podsumowując tę historię można wysnuć wnioski, że dmuchanie w płytkę raczej nie miało wpływu na to czy gra „odpali” czy nie. Powodem dla którego np. Super Mario Bros nie zawsze uruchamiał się za pierwszym razem, było raczej to, że system czytania programu z płytki był po prostu mało dokładny i wadliwy.W dodatku wielokrotne i często stosowanie naszego oddechu jako katalizatora mogło negatywnie odbić się na elektronicznym nośniku. Jakie jest wasze doświadczenie w tej kwestii?

Źródło za pośrednictwem

Paweł Kański

Jestem internetowym zwierzem i jednocześnie łowcą LOL contentu, niepoprawnym fanbojem Twin Peaks i pankiem-weganinem. Uwielbiam nieszablonowe, dziwne kino i literaturę faktu. Dla "internetsów" piszę od kilku lat, głównie poruszając się w tematach technologiczno-sieciowych, ale zawsze ciągnęło mnie także w inne, mniej zbadane rejony. Na Culture Geeks mam nadzieję je spenetrować.

Zobacz również: