YouTube Red – pikantna nazwa dosyć przeciętnej usługi

Co to YouTube Red

Na początku wyjaśnienie dla tych, którzy nazwę z tytułu słyszą pierwszy raz - YouTube Red  nie będzie porno wersją serwisu YouTube. Mimo oczywistych skojarzeń z popularną stroną „dla dorosłych” (Red Tube), nowy produkt Google nie będzie oferował pikantnych treści erotycznych. YouTube Red to długo oczekiwana, płatna wersja tego serwisu z wideo. Na razie dostęp do niej będą mogli uzyskać tylko Amerykanie, ale oczekuje się, że nowa platforma pojawi się też za jakiś czas w Europie. Co nam zaoferuje?

Zobacz też: What if? A co gdyby? Nie ma głupich pytań, są tylko te mniej lub bardziej zabawne. Recenzja książki xkcd

YouTube Red ma ruszyć w Stanach Zjednoczonych 28 października i miesięcznie kosztować będzie 10 dolarów. W zamian za to, jego użytkownicy dostaną wolny od reklam dostęp nie tylko do obecnych treści YouTube, ale także wielu dosyć ciekawych nowości. Wśród nich pojawią się materiały tworzone przez popularnych youtuberów, m. in. PewDiePie. Do tego doliczyć trzeba kilka zupełnych nowości, w tym seriale, filmy oraz różnego rodzaju programy przygotowane z udziałem gwiazd YouTube.

Materiały oferowane w YouTube Red będzie można zapisać w pamięci urządzenia na którym będziemy z serwisu korzystać, tak by można było obejrzeć je także w trybie offline. Użytkownicy otrzymają również dostęp do zasobów Google Play Music, YouTube Music (planowana usługa streamingowa z muzyką i wideoklipami) oraz YouTube Gaming (serwis skupiony na filmach poświęconych grom i e-sportom).

Trzeba przy tym pamiętać, że YouTube w wersji jaką znamy dziś, pozostanie bez zmian. Każdy wciąż będzie mógł korzystać z dostępnych obecnie i w przyszłości zasobów bez żadnych ograniczeń. Tak przynajmniej twierdzą twórcy YouTube Red, ale wydaje mi się, że wraz z pojawieniem się nowej platformy, „zwykły” YouTube nieco się zmieni. Na pewno duży nacisk zostanie postawiony na większą obecność reklam. Zaostrzy się też walka z treściami, które naruszają prawa autorskie – chodzi o muzykę i fragmenty filmów dodawane do YT przez użytkowników. Wszystko po to by, dać nowym użytkownikom YouTube Red gwarancję, że ich opłata daje dostęp do naprawdę unikalnej, dobrej jakości treści. Naturalną konsekwencją takiej filozofii jest to, że YouTube z pewnością trochę się zmieni. Pozostanie wciąż platformą do wgrywania treści, której sami jesteśmy autorami, ale powoli przestanie być źródłem darmowej muzyki. Przynajmniej jeśli chodzi o tych najbardziej popularnych twórców, których praw chronią przecież wydawcy i koncerny muzyczne.

Obecnie oferta YouTueb Red nie wydaje mi się specjalnie kusząca. Oczywiście, wpływa na to głównie fakt, że jest to na razie oferta skierowana na rynek amerykański. Jednak nawet gdy usługa ta zostanie dostosowana do wymagań polskiego internauty, nie wróżę jej specjalnego powodzenia. Czy byłbym skłonny zapłacić 40 złotych za dostęp do filmów S.A. Wardęgi i innych, popularnych polskich twórców? Z całym szacunkiem dla nich, ale wydaje mi się, że jestem jeszcze w stanie przeżyć kilka lat bez płatnego dostępu do „śmiesznych filmów”. Oferta muzyczna YouTube Music czy Google Play Music wciąż nie wygląda zbyt dobrze w porównaniu do Spotify, z którego korzystam na co dzień. Jednak do czasu kiedy YouTube Red pojawi się u nas w kraju, może minąć sporo czasu. Być może ta oferta jeszcze mnie czymś zaskoczy.

Źródło

 

Paweł Kański

Jestem internetowym zwierzem i jednocześnie łowcą LOL contentu, niepoprawnym fanbojem Twin Peaks i pankiem-weganinem. Uwielbiam nieszablonowe, dziwne kino i literaturę faktu. Dla "internetsów" piszę od kilku lat, głównie poruszając się w tematach technologiczno-sieciowych, ale zawsze ciągnęło mnie także w inne, mniej zbadane rejony. Na Culture Geeks mam nadzieję je spenetrować.

Zobacz również: