Z archiwum (retro)gracza – Desert Strike: Return to the Gulf

Z archiwum (retro)gracza - Desert Strike

Super helikopter, konflikt w Zatoce Perskiej, otwarty świat gry i brak liniowości w wykonywaniu misji – brzmi zachęcająco? W takim razie wypróbujcie Desert Strike: Return to the Gulf – jeden z największych przebojów Electronic Arts początku lat 90.

Pamiętacie amerykański serial z lat 80. Airwolf? Opowiadał on historię załogi superśmigłowca, która wykonywała wiele niebezpiecznych misji w trakcie trwania zimnej wojny. Teraz dorzućcie do tego I wojnę w Zatoce Perskiej, która miała miejsce w latach 1990/1991, a z otrzymanego połączenia wyjdzie wam główny temat zabawy w Desert Strike.

W tej grze wydanej w 1992 roku historia przedstawia się następująco. Jeden z krajów na Bliskim Wschodzie zostaje zaatakowany przez szalonego dyktatora – generała Kilbabę (doskonałe „badassowe” nazwisko!), który chce wzbogacić się na tamtejszych złożach ropy i trzymać w szachu resztę świata, budując fabryki ze wszelkiej maści bronią masowego rażenia. Oczywiście taka sytuacja nie podoba się Stanom Zjednoczonym, które dopiero co zrobiły porządek w Zatoce Perskiej i niechętnie patrzą na to, jak ktoś inny kładzie ręce na miejscowe złoża ropy i przy okazji grozi wybuchem III wojny światowej. Dlatego amerykański rząd postanawia ponownie zainterweniować w tym rejonie świata, ale tym razem ogranicza się do wysłania w bój specjalnego śmigłowca AH-64 Apache, za którego sterami zasiądą najlepsi piloci, czyli my – gracze.

Mobbing w pracy? Zawsze można trafić do Kilbaby, tutaj nie ma miejsca na żarty!

Mobbing w pracy? Zawsze można trafić do Kilbaby, tutaj nie ma miejsca na sentymenty! Swoją drogą Generał Kilbaba wydaje się być wypadkową połączenia Saddama Husajna i Mu’ammara al-Kaddafiego.

Ekran główny gry wita nas skromną liczbą opcji, które możemy zmienić (ustawienia dźwięku, kalibracja joysticka, jeśli takowy posiadamy) oraz polem do wpisywania hasła przenoszącym do konkretnej kampanii. Tak, tak, dobrze czytacie. W Desert Strike nie ma zapisów stanów gry, posługujemy się tylko hasłami do rozpoczęcia danej misji, które uzyskujemy po szczęśliwym zakończeniu poprzedniego zadania. Dodatkowo, na początku wybieramy chyba najważniejszą rzecz w tym etapie gry – drugiego pilota. Kiedyś, jak grałem w tę grę w młodości, nie bardzo przejmowałem się tą opcją i po prostu wybierałem postać, której dobrze patrzyło z oczu na załączonych zdjęciach. To był błąd, ponieważ wybór odpowiedniego pilota może trochę nam ułatwić (lub utrudnić) wykonywanie misji. Każdy ma inne cechy, które w jakiś sposób wpływają na rozgrywkę – może to być większa celność, szybkostrzelność czy szybsza obsługa wyciągnika pokładowego (odpowiedzialnego za zabieranie na pokład towarów i ludzi). Jeden z pilotów – Carlos Valdez – ma status „Missing in Action” i jeśli chcemy skorzystać z jego usług, to musimy go odnaleźć w pierwszej i drugiej misji w grze. Warto to zrobić, bo jest zdecydowanie najlepszy (swoją drogą, skoro jest tak dobry, to dlaczego dwukrotnie musimy go ratować z rąk wroga?). Rada ode mnie na początek, póki nie odnajdziemy zaginionego pilota, warto wybrać Jamesa Michaelsa, który dobrze sprawdza się jako strzelec, a strzelanie w tej grze to przecież podstawa.

Po wyborze pilota możemy przejść do wykonania pierwszej misji. Najpierw dostajemy krótką animację, w której jeden z naszych zwierzchników tłumaczy nam nasze zadania, jakie mamy wykonać. W tym miejscu należy wyjaśnić jedną rzecz. Każda kampania w Desert Strike składa się z szeregu pomniejszych misji, które musimy zrealizować. Dodatkowo możemy podjąć się innych działań, za które dostaniemy bonusowe punkty w podsumowaniu misji (uratowanie zaginionego pilota, uratowanie innych zaginionych żołnierzy na mapie, nadprogramowe niszczenie budynków i pojazdów wroga). Należy przy tym pamiętać, że nie wszystkie zadania musimy wykonywać w kolejności, w jakiej zostały nam przedstawione. Z drugiej strony trzymanie się wyznaczonego planu trochę ułatwia rozgrywkę. Dla tego przykładu zniszczenie w pierwszej kolejności na mapie radarów osłabia reakcję obrony przeciwnika, a uszkodzenie elektrowni spowoduje, że systemy obronne generała Kilbaby będą działać nieznacznie wolniej. Decyzja, jak podejdziemy do każdej kampanii, należy do nas.

Nasz matecznik i miejsce rozpoczęcia każdej misji. Gdy jesteśmy na statku, nic nam nie grozi, a mechanicy z chęcią naprawią stan naszego pancerza.

Nasz matecznik, miejsce rozpoczęcia i zakończenia każdej misji. Gdy jesteśmy na statku, nic nam nie grozi, a mechanicy z chęcią naprawią stan naszego pancerza.

Czas zacząć zabawę, w której od razu jesteśmy rzucani na głęboką wodę i to dosłownie. Każda misja zaczyna się i kończy na pokładzie statku, z którego startujemy do boju. Sterowanie w grze jest dość proste i nie powinno przysparzać większych problemów. Strzałkami w bok wybieramy kierunek lotu helikoptera, klawiszami góra dół nakazujemy lot do przodu lub do tyłu. Możemy przejść także w tryb „zawieszenia”, trzymając klawisz ctrl, dzięki czemu będziemy mogli strafe’ować (a mówiąc po polsku, poruszać się w linii prostej na boki). Do tego dorzucamy trzy klawisze odpowiedzialne za atak i przyciski F1, F2 i F3 przywołujące ekran statusu misji. I od tej drugiej czynności musimy zacząć każdą kampanię. Zresztą ekran ten będziecie odwiedzać równie często jak główny widok rozgrywki.

Tutaj uzyskacie dane dotyczące helikoptera (ilość pancerza, paliwa, miejsca w ładowni; maksymalnie możemy zabrać 6 osób) i liczbę żyć, mapę danej planszy i rozmieszczenie najważniejszych obiektów – budynków niezbędnych do ukończenia misji, instalacji obronnych przeciwnika, miejsce położenia zaginionych żołnierzy, beczek z paliwem czy skrzyń z amunicją. Uzyskamy tutaj również informacje na temat szczegółowych zadań do wykonania i stanu uzbrojenia. Nasza maszyna została wyposażona w trzy typy broni – karabin maszynowy, który sprawdza się przeciwko żołnierzom i słabszym budowlom, mniejsze rakiety Hydra, które dobrze poradzą sobie z większością budynków i pojazdów naziemych, oraz potężne rakiety Hellfire, które przydadzą się na najbardziej opancerzone pojazdy i duże budowle. Oczywiście im silniejszy typ broni, tym mniej jej sztuk posiadamy.

Ekran statusu rozgrywki. Nasze małe centrum dowodzenia.

Ekran statusu rozgrywki. Nasze małe centrum dowodzenia, które będziemy bardzo często odwiedzać.

Amunicję i paliwo tracimy w szybkim tempie, dlatego warto często korzystać z ekranu mapy i podglądać, gdzie zostały rozłożone zapasy, które pozwolą nam uzupełnić braki w zaopatrzeniu. O ile w początkowych misjach większość obiektów jest zaznaczona na mapie, tak w późniejszych kampaniach (3 i 4) będziemy widzieć tylko kilka sztuk na mapie. Nie oznacza to, że nie ma ich więcej, wręcz przeciwnie. Jednak tym razem musimy sami odnaleźć je na polu walki (najczęściej niszcząc jakieś budynki, w zgliszczach których odnajdziemy upragnione zaopatrzenie). Szczególnie istotne jest pilnowanie poziomu paliwa i takie rozplanowanie wykonywania poszczególnych misji, żebyśmy w razie czego mieli szansę dolecieć po jakiś zbiornik. W przeciwnym razie nasz helikopter runie na ziemię, a my stracimy jedno z trzech cennych żyć. Oprócz wspomnianej amunicji i paliwa, na mapie możemy natrafić na skrzynie naprawiające nasz pancerz, skrzynie z dodatkowym życiem lub wyciągnik, który przyśpieszy „wciąganie” zasobów i ludzi na pokład.

Nie martw się kolego zbudowany z kilku pikseli. Przylecieliśmy po ciebie, wskakuj na pokład.

Nie martw się zbudowany z kilku pikseli kolego. Przylecieliśmy po ciebie, wskakuj na pokład.

Misje, które będziemy wykonywać w Desert Strike, nie są za bardzo zróżnicowane. Najczęściej ograniczają się do zniszczenia konkretnego obiektu lub uratowania bądź pojmania jakiejś postaci na mapie. Przykładowo przebieg pierwszej kampanii sprowadza się do zniszczenia radarów, elektrowni, dwóch lotnisk, pojmania i przesłuchania oficera oraz przechwycenia sekretnego agenta. Dodatkowo możemy wykonać zadanie poboczne w postaci uratowania zaginionych żołnierzy. I choć może wydawać się to dość łatwe, to nie raz będziemy musieli zaznać goryczy porażki. Kluczem do zwycięstwa jest odpowiednie planowanie przelotów względem naszych zapasów amunicji i paliwa.

W trakcie gry zmierzymy się z żołnierzami wyposażonymi w karabiny i wyrzutnie rakiet, stacjonarne i mobilne działka przeciwlotnicze, wyrzutnie rakiet hellfire, czołgi, łodzie motorowe czy inne helikoptery. Na brak atrakcji nie będziemy mogli narzekać i szybko zostaniemy zmuszeni do przyswojenia sobie sprawnego sterowania helikopterem w celu unikania gradu pocisków zmierzających w naszą stronę.

Po zakończeniu misji musimy dotrzeć z powrotem na statek (uwaga na paliwo!). Tutaj zostaniemy przywitani animacją naszego helikoptera na pokładzie, ujrzymy kod do następnej planszy, a gra zliczy nasz wynik punktowy za wykonanie poszczególnych zadań. W tym miejscu muszę wspomnieć, że możemy dostać także punkty minusowe za niszczenie budynków cywilnych i zabijanie cywili lub naszych żołnierzy.

Cała gra składa się z 4 kampanii, w trakcie których musimy powstrzymać generała Kilbabę przed wywołaniem kolejnego światowego konfliktu. Z jednej strony wydaje się, że to mało, z drugiej przejście dwóch ostatnich kampanii będzie wymagało kilku prób w celu opracowania odpowiedniej taktyki i poznania miejsca położenia zasobów. Mimo wszystko nie obraziłbym się za większą liczbę głównych zadań do wykonania. Jednego możecie być pewni, Desert Strike ma bardzo wysokie replayability, przez co regularnie się do niej wraca i odczuwa taką samą frajdę z zabawy.

Czarnobyl? Nie, niszczymy elektrownię generała Kilbaby, dzięki czemu systemy obronne przeciwnika będą reagować trochę wolniej.

Czarnobyl? Nie, niszczymy elektrownię generała Kilbaby, dzięki czemu systemy obronne przeciwnika będą reagować na nasze działania trochę wolniej.

Desert Strike cieszył się ogromną popularnością i w swoim czasie był najlepiej sprzedającą się grą wydaną przez Electronic Arts. Pomogła w tym pełna akcji rozgrywka z elementami planowania kolejnych ruchów i mała aura skandalu, ponieważ twórcom zarzucano żerowanie na dopiero co zakończonym konflikcie w Zatoce Perskiej. Jednak graczy to nie zrażało i tytuł został przez nich przyjęty bardzo dobrze. A jak to wygląda z dzisiejszej perspektywy?

Moim zdaniem Desert Strike pomimo swoich ponad 20 lat na karku nadal wciąga! Graficznie broni się bardzo dobrze (duże i wyraźne obiekty!), a wszystko trochę przypomina zabawę pojazdami bojowymi i plastikowymi żołnierzykami z dzieciństwa. Dodatkowo nieliniowość przechodzenia kolejnych submisji pozwala na tworzenie nowych sposobów ukończenia plansz. Biorąc pod uwagę dzisiejszą posuchę w branży gier, jeśli chodzi o tytuły ze śmigłowcami w roli głównej (gdzie te czasy, w których na najróżniejsze platformy można było wymienić takie hity jak m.in. Tomahawk, Gunship, Gunship 2000, czy znane z 8-bitowych maszyn Fort Apocalypse, Infiltrator, Super Cobra, Buried Bucks lub Choplifter «z tego ostatniego zresztą Desert Strike wydaje się czerpać trochę wzorców chociażby w postaci uwalniania więźniów z baraków»), powrót jako pilot do Zatoki Perskiej bawi ciągle tak samo. Trochę szkoda, że ta tematyka trochę zaniknęła (szczególnie w wydaniu zręcznościowym), no ale od czego mamy stare gry!

Nasza maszyna na tle zachodzącego słońca, w tle muzyka midi niczym wyciągnięta z seriali akcji lat 80. Nic, tylko grać!

Nasza maszyna na tle zachodzącego słońca, w tle muzyka midi niczym wyciągnięta z serialowego akcyjniaka lat 80. Nic, tylko grać!

Na koniec jeszcze kilka ciekawostek odnośnie różnych wersji gry. Desert Strike wyszło na PC, Amigę i szereg konsol (m.in. Sega Genesis, SNES). I tak wersja na PC wygląda i działa bardzo płynnie, ale odstaje od strony dźwiękowej (odgłosy ograniczone do absolutnego minimum – wystrzały karabinu, rakiet, wybuch budynku i irytujący odgłos wirnika śmigłowca). Wersja na Amigę wydaje się posiadać lepszą grafikę i dźwięk, ale odbywa się to kosztem płynności działania. Najlepiej pod tym względem wypadają chyba wersje konsolowe. Dodatkowo, w przeciwieństwie do wersji PC-towej, posiadają one animowane przerywniki między misjami, pokazujące kolejne działania i zachowania generała Kilbaby. W 1995 roku Desert Strike wyszło na PC-ty w wersji na CD (razem z kolejną częścią), a w niej gracze otrzymali dodatkową kampanię do przejścia! Niestety, nie miałem okazji w nią zagrać i nie wiem, czy przywrócono w niej wspomniane animowane scenki.

Desert Strike to nie było ostatnie słowo ze strony deweloperów z EA. Postanowili oni stworzyć kontynuacje, które przerodziły się w całą serię gier śmigłowcowych z podtytułem Strike. Ale tym zajmiemy się w innych częściach Z archiwum (retro)gracza na culturegeeks.pl.

Michał Adamski

Niepoprawny pesymista, miłośnik wodnej fauny i gramatyczny nazista. Fanatyk filmów Sergio Leone, spaghetti westernów i ogólnie pojętego kina exploitation. Lubi nowe technologie, tenis, football amerykański oraz uwielbia poświęcać wolny czas na gry komputerowe, a w szczególności te, które już przekroczyły wiek pełnoletności.

Zobacz również: